IOS

Świąteczny stół pełen potraw to symbol tradycji i gościnności. Jednak dane pokazują, że okres Wielkanocy działa jak „test warunków skrajnych” dla gospodarstw domowych – w krótkim czasie kumulują się niemal wszystkie czynniki sprzyjające marnowaniu żywności. Efekt to nie tylko obciążenie środowiska, ale też wymierne straty finansowe. Eksperci IOŚ-PIB podkreślają: kluczowym problemem nie jest brak żywności, lecz jej nadmiar i sposób zarządzania.

Świąteczny stół pełen…nadmiaru

Choć Wielkanoc trwa krócej niż Boże Narodzenie, mechanizm marnotrawstwa żywności pozostaje ten sam. Przygotowujemy wiele potraw „na zapas”, często znacznie przekraczając realne potrzeby domowników i gości.

Z danych wynika, że przeciętne gospodarstwo domowe w Polsce wyrzuca ok. 165 kg żywności rocznie, czyli ok. 67 kg na osobę, co w skali kraju daje ponad 2,5 mln ton odpadów żywności. W praktyce oznacza to, że tygodniowo do kosza trafia blisko 4 kg jedzenia, czyli tyle, ile waży kilka pełnych siatek zakupów. Jednocześnie gospodarstwa domowe odpowiadają za prawie 60% całkowitego marnotrawstwa żywności w Polsce.

– Święta to moment, w którym szczególnie wyraźnie widać nasze nawyki konsumpcyjne. Kupujemy i przygotowujemy więcej, niż jesteśmy w stanie zjeść – Wielkanoc nie jest tu wyjątkiem – mówi dr inż. Sylwia Łaba, ekspertka Instytutu Ochrony Środowiska – PIB.

Marnowanie żywności to realna strata pieniędzy

Wyrzucanie żywności to nie tylko kwestia etyczna czy środowiskowa, ale także finansowa. Szacuje się, że przeciętna polska rodzina traci na tym nawet 2–3 tys. zł rocznie. To oznacza, że co tydzień do kosza trafiają produkty warte nawet kilkadziesiąt złotych.

Co istotne, ponad 80% zmarnowanej żywności trafia bezpośrednio do kosza, stając się odpadem. Największą część odpadów stanowią gotowe dania i resztki talerzowe – 25%. Oznacza to, że znaczna część żywności jest tracona tuż po posiłku.

– Wyrzucanie jedzenia to jeden z najbardziej niedostrzeganych kosztów życia codziennego. W czasie świąt te straty rosną, bo nadmiar traktujemy jako coś naturalnego – podkreśla dr inż. Sylwia Łaba.

Z badań prowadzonych w IOŚ-PIB wynika, że główne przyczyny wyrzucania żywności to:

Kumulacja czynników ryzyka marnowania żywności w okresie Wielkanocy

Świąteczna obfitość sprzyja nie tylko marnowaniu żywności, ale także przejadaniu się. To dwa zjawiska wynikające z tego samego źródła – nadprodukcji.

– Część potraw zjadamy ponad miarę „żeby się nie zmarnowało”, a część i tak trafia do kosza. To pokazuje, że problemem jest nadmiar przygotowanego jedzenia i sposób zarządzania nim. Świąteczne zwyczaje – takie jak przygotowywanie wielu potraw czy uleganie promocjom – wzmacniają ten mechanizm. W Wielkanoc dochodzi jeszcze jeden ważny czynnik – wyższe temperatury otoczenia. Potrawy szybciej tracą świeżość, zwłaszcza jeśli długo stoją na stole. Jednocześnie to czas wiosny – wiele osób spędzi go aktywnie, np. na spacerach, co oznacza, że realna konsumpcja jest niższa, niż zakładamy. Warto o tym pamiętać przy planowaniu wielkanocnego menu – wskazuje ekspertka IOŚ-PIB.

Badania pokazują również, że marnowanie żywności rośnie w gospodarstwach, które częściej przyjmują gości lub jedzą nieregularnie – czyli dokładnie w takich warunkach, jakie towarzyszą świętom.

SMART-FOOD – jak ograniczyć straty żywności

Problem marnowania żywności jest przedmiotem badań i działań edukacyjnych prowadzonych przez Instytut Ochrony Środowiska – PIB, m.in. w ramach projektu SMART-FOOD (Systematic Monitoring and Action for Reduction and Training on Food Waste in Poland). Projekt koncentruje się na:

Wyniki tych badań pokazują, że ograniczenie marnowania żywności nie wymaga radykalnych zmian, lecz przede wszystkim lepszego planowania i zwiększenia świadomości konsumenckiej.

Jak nie zmarnować Wielkanocy? Eksperci radzą

Eksperci IOŚ-PIB wskazują na kilka prostych zasad, które pomagają ograniczyć straty żywności:

Mniej znaczy więcej

Coraz więcej osób zaczyna dostrzegać, że święta nie muszą oznaczać nadmiaru. Odpowiedzialne podejście do jedzenia pozwala nie tylko ograniczyć straty, ale też poprawić komfort świąt i efektywność gospodarowania zasobami.

Wielkanoc powinna być czasem jakości – a nie ilości.

Arktyka ociepla się szybciej niż wiele innych regionów świata. Coraz więcej badań pokazuje, że skutki tych procesów nie zamykają się w granicach regionu arktycznego. Zmiany w Arktyce mogą oddziaływać na cyrkulację atmosferyczną nad półkulą północną oraz na procesy zachodzące w północnym Atlantyku, w tym na wymianę energii między oceanem a atmosferą, a tym samym także na warunki klimatyczne w Europie.

Z punktu widzenia przyrody europejskiej kluczowe jest to, że zmiany zachodzące w Arktyce wzmacniają i współtworzą szerszą presję klimatyczną działającą na ekosystemy naszego kontynentu. Nie chodzi tu o prosty, pojedynczy mechanizm, w którym zmiana w Arktyce automatycznie wywołuje określoną odpowiedź środowiskową w Europie. Rzecz w tym, że szybkie przemiany na dalekiej północy są częścią układu procesów klimatycznych, które wpływają na temperaturę, opady, wilgotność, długość sezonu wegetacyjnego oraz częstość ekstremów pogodowych w naszej części świata. Czynniki te decydują o warunkach życia gatunków i trwałości siedlisk. Dla różnorodności biologicznej zmiany klimatu oznaczają przesuwanie się zasięgów gatunków, zaburzenia sezonowości oraz narastanie presji na siedliska wrażliwe na temperaturę i dostępność wody.

Jednym z najlepiej udokumentowanych skutków zmian klimatu jest przesuwanie się zasięgów gatunków. Wraz ze wzrostem temperatury w Europie wiele organizmów przemieszcza się na północ lub na większe wysokości, poszukując odpowiednich dla siebie warunków. Dotyczy to zarówno roślin, jak i zwierząt lądowych oraz organizmów słodkowodnych i morskich. Proces ten nie oznacza zastępowania jednych gatunków przez inne bez konsekwencji (najczęściej negatywnych) dla funkcjonowania ekosystemów. Szczególnie narażone są gatunki wyspecjalizowane, związane z chłodniejszym klimatem, a także siedliska górskie, torfowiskowe, mokradłowe i przybrzeżne, które mają ograniczoną zdolność do szybkiej adaptacji.

Drugim ważnym skutkiem są zaburzenia sezonowości zjawisk przyrodniczych. W ocieplającym się klimacie wcześniej rozpoczyna się wegetacja, zmieniają się terminy kwitnienia roślin, migracji ptaków czy aktywności owadów. Poszczególne gatunki nie reagują w tym samym tempie. Prowadzi to do zaburzenia wzajemnych powiązań ekologicznych, na przykład relacji roślin z zapylaczami albo zbieżności okresu lęgowego ptaków z dostępnością pokarmu. Nawet jeśli poszczególne gatunki nadal występują w tym samym miejscu, cały ekosystem może działać coraz mniej stabilnie.

Szczególnie ważne są ekosystemy morskie Europy Północnej. Arktyka, Morze Norweskie, północny Atlantyk, a pośrednio także Bałtyk, pozostają ze sobą powiązane poprzez procesy atmosferyczne i oceaniczne. Ocieplenie klimatu oddziałuje na środowisko morskie poprzez zmiany temperatury wód, zasolenia, pokrywy lodowej i cyrkulacji, a w konsekwencji wpływa na rozmieszczenie planktonu, ryb i ptaków morskich oraz na strukturę sieci troficznych. W praktyce oznacza to nie tylko zmianę składu gatunkowego, ale także rosnącą niestabilność funkcjonowania ekosystemów i coraz większe zagrożenie dla organizmów wymagających chłodnych i stabilnych warunków.

Dla Europy, w tym dla Polski, wniosek jest jasny: Arktyka nie stanowi odległego, oderwanego od nas świata. Zmiany zachodzące na dalekiej północy należy postrzegać jako element procesów współkształtujących warunki środowiskowe na całym kontynencie. Obserwacja Arktyki ma znaczenie nie tylko naukowe, lecz także praktyczne, ponieważ pomaga nam lepiej rozumieć zmiany zachodzące w otaczającej nas przyrodzie, skalę potrzebnych działań adaptacyjnych oraz pilną potrzebę wzmacniania i ochrony różnorodności biologicznej, zanim zachodzące dziś zmiany staną się niemożliwe do odwrócenia.

dr Bożena Kornatowska, Zakład Zarządzania Zasobami Przyrody IOŚ-PIB

Podczas zimowej wyprawy przez północną Skandynawię Mateusz Waligóra zadaje pytanie, które coraz częściej pojawia się także w Polsce: „co się stało z zimą?”. W Arktyce odpowiedź widać szczególnie wyraźnie. Region ten ociepla się znacznie szybciej niż średnia globalna – zjawisko to określa się mianem arktycznego wzmocnienia. Zmiany obserwowane na północnych płaskowyżach i w tundrze są jednak czymś więcej niż lokalną ciekawostką klimatyczną. Arktyka pokazuje również, jak szybko zmiany klimatu mogą przekształcać całe ekosystemy a później wpływać na systemy produkcji żywności. W regionach tundrowych obserwujemy przesuwanie się granicy lasu na północ, zmiany w składzie gatunkowym roślin oraz reorganizację łańcuchów pokarmowych. Podobne procesy – choć często mniej spektakularne – zachodzą także w krajobrazie rolniczym Europy. Zmiany temperatury i wilgotności wpływają na produktywność roślin, a także na równowagę biologiczną w agroekosystemach.

Stabilna zima przez dziesięciolecia była jednym z elementów klimatu sprzyjającego rolnictwu w Europie Środkowej. Pokrywa śnieżna chroniła rośliny ozime – takie jak pszenica czy rzepak – przed silnymi mrozami i ograniczała utratę wilgoci z gleby. Coraz częściej obserwujemy jednak zimy krótsze, cieplejsze i bardziej zmienne. Zamiast trwałej pokrywy śnieżnej pojawiają się naprzemiennie odwilże, opady deszczu i nagłe spadki temperatury. To właśnie te zjawiska mają bezpośrednie znaczenie dla rolnictwa. Takie warunki zwiększają ryzyko uszkodzeń roślin oraz pogarszają ich kondycję przed rozpoczęciem wiosennej wegetacji. Produkcja żywności jest jednym z sektorów najbardziej zależnych od stabilnych warunków pogodowych. Zmieniający się rozkład temperatur i opadów wpływa na długość okresu wegetacyjnego, dostępność wody w glebie oraz ryzyko występowania chorób i szkodników. W Europie Środkowej coraz częściej obserwujemy sezony uprawne, w których okresy suszy przeplatają się z intensywnymi opadami, utrudniając planowanie produkcji rolnej. W efekcie rolnicy coraz częściej mierzą się z większą nieprzewidywalnością sezonów upraw i zmiennością plonów. To jeden z powodów, dla których zmiany klimatu coraz częściej rozpatruje się również w kontekście bezpieczeństwa żywnościowego.

Arktyka jest swoistym „systemem wczesnego ostrzegania” – procesy, które tam zachodzą szybciej i wyraźniej, pomagają przewidywać wyzwania, z jakimi w kolejnych dekadach będą mierzyć się inne regiony świata. Obserwacje z północy pozwalają więc lepiej zrozumieć kierunek zmian, które w dłuższej perspektywie mogą wpływać również na rolnictwo i produkcję żywności w Europie Środkowej.

Dlatego pytanie „gdzie jest zima?” nie dotyczy wyłącznie zmieniającego się krajobrazu. To także pytanie o przyszłość produkcji żywności i o to, jak przygotować rolnictwo na coraz bardziej zmienne warunki klimatyczne. Odpowiedzią jest zarówno ograniczanie emisji gazów cieplarnianych, jak i wzmacnianie odporności systemów produkcji żywności – poprzez ochronę gleb, lepsze gospodarowanie wodą oraz rozwój praktyk rolniczych dostosowanych do zmieniającego się klimatu.

Historia opowiadana z arktycznych szlaków przypomina, że zmiany klimatu nie są abstrakcyjnym procesem – zmiany, które dziś obserwujemy w Arktyce, w dłuższej perspektywie mogą kształtować także przyszłość rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego w Europie.

dr inż. Sylwia Łaba, ekspertka IOŚ-PIB, kierownik projektu SMART-FOOD (Systematyczny monitoring i ograniczanie marnotrawstwa żywności w Polsce: Weryfikacja metod i edukacja społeczeństwa)

Aby mówić o scenariuszach zmian klimatu, warto zrozumieć jak się je tworzy. Wyniki modelowanych scenariuszy (np. te przedstawione w najnowszym raporcie AR6 IPCC) służą do analiz przyszłych emisji gazów cieplarnianych, oceny możliwych zmian klimatu oraz powiązanych z nimi skutków i zagrożeń.  Uwzględniają również strategie łagodzenia skutków zmian klimatu oraz możliwości adaptacji regionów do nowych warunków.

Scenariusze opierają się na szeregu założeń, w tym zmiennych społeczno‑ekonomicznych i opcjach redukcji emisji gazów cieplarnianych. Są to projekcje ilościowe – nie są ani przewidywaniami, ani prognozami, lecz narzędziem do badania możliwych ścieżek rozwoju. Modele globalne uwzględniają regionalne różnice i możliwe działania adaptacyjne, choć większość z nich nie bierze pod uwagę globalnych nierówności czy kosztów adaptacji w poszczególnych regionach.

Obecnie opracowano 5 wspólnych ścieżek społeczno-ekonomicznych (o akronimach SSP1 do SSP5), które obejmują szereg wyzwań związanych z łagodzeniem zmian klimatu i adaptacją. Obecne scenariusze wskazują, że wiele ryzyk klimatycznych jest wyższych niż wcześniej szacowano, a prognozowane długoterminowe skutki mogą być znacznie poważniejsze niż obecnie obserwowane. Na taki stan rzeczy wpływ będą miału ryzyka klimatyczne i nieklimatyczne, które będą coraz bardziej oddziaływać na siebie, tworząc bardziej złożone i kaskadowe zagrożenia trudniejsze do zarządzania.

Scenariusze prognozowanego globalnego ocieplenia w XXI wieku wskazują na wahania zależne od przyjętych ścieżek (z prawdopodobieństwem ponad 50%): wzrost temperatury od 1,0 do 1,8°C w scenariuszu bardzo niskich emisji, przez 2,1-3,5°C w scenariuszu pośrednim, do 3,3-5,7°C w scenariuszu bardzo wysokich emisji gazów cieplarnianych w stosunku do okresu 1850–1900.

Europa Zachodnia i Środkowa oraz region Morza Śródziemnego znajdują się wśród obszarów bardzo podatnych na suszę rolniczą już przy ociepleniu klimatu o 2°C. Z kolei globalne ocieplenie o 1,5°C może spowodować nasilenie się intensywnych opadów i związanych z nimi powodzi w większości regionów Afryki i Azji, Ameryki Północnej oraz Europy. Niemal każdy kontynent na świecie, z wyjątkiem Azji, będzie narażony w bardzo wysokim stopniu na zmiany w strukturze ekosystemów, zmiany zasięgu występowania gatunków i siedlisk oraz na zdrowie populacji, w tym szczególnie zdrowie psychiczne.

Warto zaznaczyć, że Europa jest kontynentem o relatywnie niskim wpływie zmian klimatu na obszary zamieszkałe i infrastrukturę w porównaniu z innymi regionami świata. Obecne raporty IPCC wskazują, że największe ryzyka związane ze zmianami klimatu dla Europy to powodzie przybrzeżne i śródlądowe, stres i śmiertelność ludzi z powodu rosnących temperatur i ekstremów ciepła, zakłócenia funkcjonowania ekosystemów morskich i lądowych, niedobór wody oraz występowanie ekstremalnych zjawisk pogodowych.

Podobne zależności prognozowane są także dla Polski, co pokazuje, że przygotowanie i adaptacja do zmian klimatu są kluczowe również na poziomie krajowym.

dr inż. Krzysztof Skotak, Zakład Monitoringu Środowiska IOŚ-PIB

Jednym z mechanizmów wpływających na ziemski system klimatyczny jest zmiana albedo, czyli zdolności odbijania przez powierzchnię Ziemi promieniowania słonecznego. Zrozumienie tego pojęcia ma kluczowe znaczenie, ponieważ wielkość pochłoniętego promieniowania słonecznego decyduje o ilości energii dostępnej dla powierzchni Ziemi i atmosfery. Warto przypomnieć, że obiekty o albedo równym 0% pochłaniają całe padające na nie promieniowanie, natomiast obiekty o albedo 100% odbijają je w całości.

Średnie albedo Ziemi wynosi około 30%. Jasne elementy powierzchni Ziemi – takie jak chmury, świeży śnieg czy lód – charakteryzują się wysokim albedo, zwykle w zakresie od 50% do 95%, co oznacza, że większość promieniowania słonecznego jest odbijana w przestrzeń kosmiczną, a powierzchnia ulega ochłodzeniu. Z kolei niskie albedo, od około 5% do 20%, typowe dla lasów, świeżego asfaltu czy ciemnych gleb, oznacza większe pochłanianie energii i silniejsze nagrzewanie powierzchni.

Zmiany zasięgu pokrywy lodowej mogą istotnie przekształcać albedo, wywierając wpływ zarówno na klimat lokalny, jak i globalny. Proces ten jest szczególnie widoczny w Arktyce, gdzie tempo ocieplenia znacznie przekracza średnią globalną. Wraz z przyspieszonym topnieniem lodu morskiego i zanikiem pokrywy śnieżnej ubywa powierzchni o wysokim albedo. Lód i śnieg zastępowane są przez ciemniejszą wodę oceanu lub odsłoniętą glebę, które pochłaniają więcej energii słonecznej. Powoduje to dalszy wzrost temperatury i nasila proces ocieplania.

Wzrost temperatury w Arktyce przyspiesza rozkład materii organicznej w glebach, prowadząc do emisji dwutlenku węgla i metanu, przyspieszając tym samym globalne ocieplenie. Szczególnie istotne znaczenie ma  rozmarzanie wiecznej zmarzliny w obszarach tundry, w której przez tysiące lat od ostatniej epoki lodowcowej zgromadzona była znaczna ilość materii organicznej. Coraz szybsze uwalnianie dużych ilości gazów cieplarnianych dodatkowo wzmacnia efekt cieplarniany, nasilając zmiany klimatu, które są przyczyną topnienia wiecznej zmarzliny.

Anna Romańczak, Zakład Monitoringu Środowiska IOŚ-PIB

Globalne ocieplenie oznacza wzrost średniej temperatury powietrza oraz większą zmienność i intensywność zjawisk pogodowych, co zostało potwierdzone wieloletnimi pomiarami i analizami naukowymi. Pojedyncza, nawet wyjątkowo mroźna zima nie podważa faktu, że klimat się ociepla, stanowi jedynie krótkotrwały epizod na tle długoterminowego trendu. Zmienność pogody jest naturalną cechą systemu klimatycznego, co dotyczy zarówno okresów cieplejszych, jak i chłodniejszych.

Klimat danego miejsca definiuje się na podstawie wieloletnich obserwacji (minimum 30 lat), a nie pojedynczego sezonu czy kilku wyjątkowo chłodnych dni. Aby rzetelnie ocenić zachodzące zmiany, trzeba patrzeć na nie w długiej perspektywie, co pozwala lepiej zrozumieć ich skalę i kierunek. Analizy historycznych danych pokazują, że ostatnie lata należą do najcieplejszych w historii pomiarów. W roku 2025, który był trzecim najcieplejszym rokiem od początku prowadzenia pomiarów, globalna temperatura wzrosła o około 1,34°C względem epoki przedprzemysłowej. To wyraźny, długookresowy trend, mimo że w niektórych miejscach mogą występować chłodne epizody.

Nawet w ocieplającym się świecie możliwe są silne mrozy, szczególnie w sytuacji zaburzeń cyrkulacji atmosferycznej i napływu zimnych mas powietrza z północy. Zmiany zachodzące w Arktyce wpływają na układy ciśnień oraz prąd strumieniowy, co kształtuje pogodę w średnich szerokościach geograficznych, w tym w Polsce. Wraz z postępującym ociepleniem klimatu można zatem spodziewać się większej liczby zjawisk ekstremalnych, zarówno fal upałów, jak fal mrozów.

Dyskusja o globalnym ociepleniu powinna bazować na danych naukowych i analizie wieloletnich trendów, a nie na pojedynczych sytuacjach pogodowych. Jeden mroźny epizod nie obala trendu ocieplenia, tak jak pojedyncza fala upałów nie stanowi samodzielnego dowodu na globalne zmiany klimatu. Dopiero analiza długich serii danych pokazuje, że średnia temperatura wzrasta, zmienia się rozkład opadów, skraca się sezon zimowy, a zjawiska ekstremalne stają się częstsze i bardziej intensywne.

Anna Romańczak, Zakład Monitoringu Środowiska IOŚ-PIB

Pomimo tego, że klimat i pogoda są pozornie ze sobą związane, to oba te zagadnienia dotyczą zupełnie odrębnych zagadnień. Niestety w przestrzeni publicznej są one często mylone i stosowane zamiennie.

Poszczególne obszary naszej planety znacznie różnią się pod względem klimatycznym. W celu dokonania oceny i charakterystyki klimatu, prowadzone są badania naukowe w ujęciu identyfikacji charakterystycznych zależności zwanych wzorcami klimatycznymi. Pomimo tego, że wyniki uzyskane przez różnych badaczy różnią się między sobą, idea definicji przestrzennej klimatu jest zbieżna. Podstawą takich badań jest wieloletnia ocena charakterystyki głównie wzorców termiczno-opadowych (m.in. temperatury powietrza z uwzględnieniem wartości średnich, minimalnych i maksymalnych, poziomu, intensywności i czasu trwania opadów, długości sezonu wegetacyjnego, poziomu promieniowania słonecznego itp.). Gdy wzorce te wykazują względną stabilność na danym obszarze, możliwe jest dokonanie klasyfikacji i wyznaczenie granic stref klimatycznych. Przykładowo Polska leży w umiarkowanej strefie klimatycznej charakteryzującej się dużą zmiennością czynników, z temperaturą średnią nie przekraczającą 10oC, opadami występującymi przez cały rok, często najwyższymi latem,
z opadami śniegu zimą. Zupełnie innymi wzorcami klimatycznymi charakteryzują się strefy klimatu okołobiegunowego subpolarnego (ze zjawiskiem dnia i nocy polarnej wpływającej na wzorzec promieniowania, brakiem klimatycznego lata, długą i mroźną zimą oraz niskimi opadami, głównie śniegu) czy klimat równikowy (z niewielkimi rocznymi amplitudami temperatur przy wysokich, przekraczających 20oC wartościach, dużą wilgotnością powietrz oraz częstymi i intensywnymi opadami deszczu).

Zmiany wzorców analizowane w długim okresie świadczyć mogą o zmianie klimatu i tym samym granic wyznaczonych stref klimatycznych (zmianie zasięgu czy przesuwaniu się stref klimatycznych).  

Pogoda nie ma wyznaczonych wzorców i dotyczy występowania zjawisk i procesów fizycznych zachodzących w atmosferze. Charakteryzuje się bardzo dużą zmiennością tych procesów (często definiowanych jako czynniki pogodowe) z dnia na dzień i nie rzadko również w ciągu dnia. Dotyczy to  m.in. wahań temperatury, wysokości opadu oraz ciśnienia atmosferycznego, poziomemu zachmurzenia czy występowania różnego rodzaju zjawisk atmosferycznych takich jak wyładowania atmosferyczne, czy porywy wiatru. Podobna pogoda (np. charakteryzująca się wysoką temperaturą, opadem czy silnym wiatrem) mogą się wystąpić w różnych strefach klimatycznych. Dlatego zmiany w pogodzie w żaden sposób nie świadczą o zmianie klimatu i są skutkiem ogólnie mówiąc zmian w stanie równowagi atmosfery, tworzenia się i przesuwania układów barycznych i frontów atmosferycznych.

Mówiąc o zmianie klimatu, opracowuje się długoletnie scenariusze uwzględniając czynniki zakłócające klimat Ziemi (w tym globalny oraz obszarów stref klimatycznych), takie jak działalność człowieka i emisja gazów cieplarnianych (pochodzących ze źródeł naturalnych i antropogenicznych) wpływające na bilans energetyczny planety oraz zmianę bilansu promieniowania w atmosferze (tzw. wymuszenia radiacyjne).

W przypadku zmian pogody, opracowuje się prognozy, uwzględniające przewidywane w krótkim okresie (najczęściej kilku dni) czasowe i przestrzenne zmiany stanu atmosfery.

Podsumowanie: klimat to długoterminowe wzorce pogodowe danego regionu, pogoda to chwilowy stan atmosfery.

dr inż. Krzysztof Skotak, Zakład Monitoringu Środowiska IOŚ-PIB

Wzrost globalnej średniej temperatury powietrza powoduje zmiany klimatu w skali całej Ziemi. Proces ten szczególnie intensywnie przebiega w Arktyce, gdzie tempo ocieplenia znacznie przewyższa średnią światową. Zjawisko to, określane jako arktyczne wzmocnienie (ang. Arctic amplification)[1], ma istotne konsekwencje dla zasobów wodnych oraz całego cyklu hydrologicznego. Prowadzi ono do topnienia lodu morskiego, recesji, czyli wycofywania się lodowców i lądolodu Grenlandii, rozmarzania wiecznej zmarzliny, a także do częstszego występowania ekstremalnych zjawisk pogodowych. Skutki tych procesów odczuwalne są nie tylko w regionie arktycznym, lecz także w skali całego globu.

Zmniejszanie się arktycznej pokrywy lodowej przyczynia się do wzrostu poziomu mórz na świecie. Z szóstego raportu IPCC wynika, że lodowce we wszystkich regionach polarnych tracą masę co najmniej od początku XXI wieku i proces ten będzie postępował przez kolejne dekady, nawet w warunkach stabilizacji globalnej temperatury[2]. Wzrost poziomu mórz prowadzi do narastającego ryzyka trwałych zmian linii brzegowej, częstszych i bardziej dotkliwych powodzi przybrzeżnych zagrażających infrastrukturze oraz nisko położonym terenom wzdłuż wybrzeża oraz ujściowych odcinków dużych rzek. Zmianom ulega także reżim hydrologiczny rzek strefy arktycznej, co przejawia się przekształceniem sezonowego rozkładu przepływów, związanym między innymi z wcześniejszym występowaniem roztopów.

Przyspieszone topnienie lodowców w Arktyce zwiększa dopływ słodkiej wody do Oceanu Arktycznego, prowadząc do zmiany zasolenia i gęstości wód oceanu. Zmiany te wpływają na cyrkulację oceaniczną oraz funkcjonowanie ekosystemów morskich w tym regionie. Ponadto zanik pokrywy lodowej w Arktyce wywołuje poważne konsekwencje dla cyrkulacji atmosferycznej. Procesy zachodzące w tym regionie silnie oddziałują na występowanie zjawisk ekstremalnych, takich jak susze czy powodzie, które coraz częściej obserwuje się w różnych częściach świata.

Olga Hałacz, Zakład Adaptacji do Zmian Klimatu IOŚ-PIB


[1] https://science.nasa.gov/earth/earth-observatory/arctic-amplification-81214/

[2] IPCC. 2021. Climate Change 2021: The Physical Science Basis. Regional Fact Sheet – Polar Regions. Contribution of Working Group I to the Sixth Assessment Report of the Intergovernmental Panel on Climate Change. Cambridge: Cambridge University Press. (https://www.ipcc.ch/report/ar6/wg1/resources/factsheets/)

Świąteczny stół ugina się od potraw, jednak część z nich już kilka dni później trafia do kosza. W czasie, gdy żywność drożeje, marnowanie jedzenia to nie tylko strata zasobów, ale też realne obciążenie dla domowego budżetu. Świąteczne marnowanie żywności i przejadanie się mają wspólny mianownik – nadmiar. To dwa oblicza tego samego problemu, który wpływa na zdrowie, domowe budżety i cały system żywnościowy.

Grudniowy szczyt marnowania

Święta Bożego Narodzenia to okres największej nadprodukcji żywności w polskich domach. Kupujemy i gotujemy „na zapas”, często znacznie ponad rzeczywiste potrzeby. Efekt? Duża część potraw trafia do kosza, co oznacza nie tylko zmarnowane produkty, ale także pieniądze wydane na zakupy oraz koszty ich przygotowania – wodę, prąd, gaz i czas poświęcony na gotowanie. Do wyrzucania żywności w okresie świątecznym przyznaje się aż 83 proc. Polaków.

– Wyrzucanie jedzenia to dziś jeden z najbardziej niedostrzeganych kosztów życia codziennego. W warunkach wysokich cen żywności każda zmarnowana potrawa oznacza realną stratę finansową dla gospodarstw domowych. Rocznie przeciętna polska rodzina wyrzuca do kosza żywność o wartości 2–3 tys. zł – zwraca uwagę dr inż. Sylwia Łaba, ekspertka IOŚ-PIB, kierująca projektem SMART-FOOD[1].

Z najnowszych badań IOŚ-PIB i SGGW, przeprowadzonych w 600 gospodarstwach domowych, wynika, że przeciętne gospodarstwo w Polsce wyrzuca tygodniowo blisko 4 kg żywności, czyli ponad 560 gramów dziennie. W skali roku daje to średnio 165 kg odpadów żywności na jedno gospodarstwo i ok. 67 kg na jednego mieszkańca, co w skali kraju przekłada się na ponad 2,5 mln ton odpadów żywności rocznie.

Marnowanie żywności nie jest wyłącznie kwestią indywidualnych nawyków. To problem systemowy, wynikający z presji kulturowej, promocji handlowych oraz przekonania, że „na święta musi być więcej”. Paradoks polega na tym, że w czasie, gdy wiele rodzin szuka oszczędności, wyrzucanie jedzenia po świętach nadal bywa społecznie akceptowane. Tymczasem ograniczenie nadmiaru to jeden z najprostszych sposobów na zmniejszenie domowych wydatków.

– Święta są momentem, w którym kumulują się wszystkie czynniki sprzyjające marnowaniu: przygotowywanie zbyt dużej ilości jedzenia, wizyty gości oraz nieregularne spożywanie posiłków. To nie jest jednorazowy problem kilku dni, lecz sygnał, jak funkcjonuje nasz codzienny model konsumpcji – podkreśla ekspertka IOŚ-PIB.

Nadmiar, który kosztuje

Wyniki badań IOŚ-PIB pokazują, że ponad 80 proc. zbędnej żywności trafia bezpośrednio do kosza, a tylko niewielka część jest kompostowana lub przekazywana innym. Co istotne, aż 59 proc. wyrzucanej masy stanowią części jadalne, czyli jedzenie, które mogło zostać zjedzone.

Najczęstsze przyczyny wyrzucania żywności to:

Zbyt duża ilość przygotowanego jedzenia to jeden z kluczowych problemów – i właśnie ten mechanizm szczególnie ujawnia się w okresie świątecznym. W praktyce oznacza to wyrzucanie pieniędzy w czasie, gdy koszty życia są dla wielu rodzin coraz większym obciążeniem.

Instytut wskazuje, że racjonalne planowanie zakupów i porcji, lepsze przechowywanie potraw, dzielenie się oraz wykorzystywanie resztek to działania, które nie wymagają wyrzeczeń, a mogą przynieść wymierne korzyści finansowe. Święta nie muszą oznaczać przepełnionej lodówki ani kosza. Coraz więcej osób zaczyna dostrzegać, że odpowiedzialne podejście do jedzenia to element nowoczesnego stylu życia.

Przejadanie się i wyrzucanie – dwa oblicza tego samego problemu

Okres świąt Bożego Narodzenia to czas, w którym na stołach pojawia się więcej jedzenia, niż jesteśmy w stanie zjeść. Część potraw prowadzi do przejadania się, a część – po kilku dniach – trafia do kosza. Oba zjawiska mają wspólne źródło: nadprodukcję i brak planowania.

– Nadmiar jedzenia w święta szkodzi zarówno zdrowiu, jak i racjonalnemu gospodarowaniu zasobami. To dwa problemy, o których rzadko mówi się razem, a które wzajemnie się napędzają – podkreśla dr inż. Sylwia Łaba.

Świąteczna nadkonsumpcja jest społecznie akceptowana, a nawet oczekiwana. Zastawione stoły są symbolem gościnności i obfitości, ale ich skutkiem są problemy trawienne, poczucie winy oraz marnowanie jedzenia. Gotujemy więcej, niż jesteśmy w stanie zjeść, a potem próbujemy „ratować” sytuację, jedząc ponad miarę albo wyrzucając nadmiar. Tymczasem rozsądne porcje i planowanie posiłków mogą realnie poprawić komfort świąt.

Badania IOŚ-PIB wskazują również na wyraźny związek między marnowaniem żywności a stylem życia. Gospodarstwa, w których domownicy jedzą część posiłków poza domem lub przyjmują gości, częściej pozbywają się jedzenia z powodu nadmiaru, utraty świeżości i zepsucia. Jednocześnie największą masę wyrzucanej żywności stanowią:

To pokazuje, że gotujemy za dużo, jemy ponad miarę, a mimo to i tak wyrzucamy znaczną część przygotowanych potraw.

Mniej znaczy lepiej

Ograniczenie marnowania żywności nie wymaga rezygnacji z tradycji, lecz lepszego planowania, rozsądnych porcji i zmiany podejścia do świątecznego nadmiaru. Coraz więcej osób zaczyna postrzegać święta jako czas jakości, a nie ilości. To zmiana, która przynosi korzyści nie tylko środowisku, lecz także domowym budżetom i zdrowiu.

dr inż. Sylwia Łaba, ekspertka IOŚ-PIB


[1] SMART-FOOD: Systematyczny monitoring i ograniczanie marnotrawstwa żywności w Polsce: Weryfikacja metod i edukacja społeczeństwa. Systematic Monitoring and Action for Reduction and Training on Food Waste in Poland – project finansowany ze środków KE w ramach program SMP Food oraz NFOŚ iGW

Sprzedaż w „Black Friday” w 2022 roku zwiększyła się o 118% w porównaniu z rokiem poprzednim, a liczba transakcji wzrosła o 34%. O 55% wzrosła również średnia wartość transakcji, co pokazuje, że Polacy bardzo chętnie korzystają z okresów pełnych okazji zakupowych. Biorąc pod uwagę rosnącą popularność akcji promocyjnych typu „Black Week”, „Black Weekend”, „Cyber Monday”, a nawet całego miesiąca pod hasłem wyprzedaży, wynik ten może być i tak zaniżony. Jak będzie w tym roku? Dowiemy się wkrótce. Zanim jednak wpadniemy w szaleństwo zakupów, warto zastanowić się nad prawdziwymi kosztami, jakie ponosimy podczas tego święta masowej konsumpcji.

Jak wynika z badania Gemius Polska, aż 79% polskich internautów, czyli prawie 24 mln osób, kupuje online i z każdym rokiem metoda ta zyskuje na popularności. Decyzja o zakupach w sieci najczęściej podyktowana jest wygodą oraz cenami – niższymi niż w sklepach stacjonarnych. Niestety, kwestie ekologiczne nadal nie są brane pod uwagę przy wyborze takiej formy zakupów. Jedynie 42% badanych deklaruje, że wpływ formy dostawy i zwrotu na środowisko ma dla nich znaczenie – co nadal jest wartością bardzo niską. Optymizmem również nie napawa fakt, że najczęściej są to osoby w wieku 25-34 lat. Co gorsza, ponad 70% Polaków zwraca zakupione produkty. Jakie konsekwencje to za sobą pociąga?

Według badań przeprowadzonych w 2020 w Wielkiej Brytanii, Holandii oraz w Szwecji, robienie zakupów w sieci bardziej szkodzi środowisku naturalnemu niż kupowanie artykułów w sklepach stacjonarnych. Już samo korzystanie z Internetu sprawa, że zostawiamy po sobie większy ślad węglowy. Natomiast największe obciążenie stanowi transport zamówień
i zwrotów, który przy rosnącej popularności zakupów online, może w ciągu najbliższych lat być katastrofalny w skutkach. Kolejną kwestią jest sposób pakowania wysyłanych przez sklepy produktów, które często owija się pojedynczo w grube warstwy plastiku i papieru. Już sam proces produkcji opakowania wpływa negatywnie na środowisko, a nasze nawyki zakupowe sprawiają, że odpadów jest jeszcze więcej. Jednak to tylko wierzchołek góry lodowej.

Nakłady związane z produkcją, dystrybucją, przechowywaniem, koszty środowiskowe związane
z  wytworzeniem danego dobra – to kwestie, które również są pomijane przy podejmowaniu decyzji zakupowych. Warto zdać sobie sprawę z tego, ile zasobów musi zostać zużytych, aby wyprodukować daną rzecz.

Do najczęściej kupowanych w Polsce artykułów w trakcie „Black Week” należą: elektronika, odzież i obuwie, zabawki i artykuły dla dzieci.

Oto przykłady obciążenia dla środowiska generowanego przez produkty z powyższych kategorii:

Ogromne obniżki to miliardy przychodów dla sieci handlowych i tysiące ton dwutlenku węgla oraz opadów, którymi obciążamy środowisko naturalne. Dlatego jeśli musimy kupić daną rzecz, warto zastanowić się nad naszymi faktycznymi potrzebami, a także jakością produktów, aby służyły nam jak najdłużej, dzięki czemu zminimalizujemy nasz negatywny wpływ na planetę.

Szacuje się, że aż 80% produktów kupowanych w „Black Friday” trafia na wysypiska, jest spalanych lub poddawanych niewłaściwemu recyklingowi.

Jak nie dać się temu zakupowemu szaleństwu, podpowiada Dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska-Państwowego Instytutu Badawczego, realizującego projekt Klimada 2.0 – dr hab. inż. Krystian Szczepański: „Akcje promocyjne mogą mieć oczywiście swoją jasną stronę, jeśli podejdziemy do nich z dystansem i odpowiednio się przygotujemy. Zanim wpadniemy w wir zakupów warto zadać sobie trzy, podstawowe pytania: Czy naprawdę tego potrzebuję?
Czy potrzebowałem tego przed promocją i byłbym skłonny zapłacić za dany produkt pełną cenę? Czy nie mogę kupić tej rzecz z drugiej ręki, nie tracąc na jakości? Jeśli odpowiedź na każde z tych pytań będzie twierdząca, w kolejnym kroku warto zweryfikować zarówno jakość produktu, aby służył nam jak najdłużej, a także czy niższa cena, którą kusi nas sprzedawca, faktycznie jest niższa. Zakup nowego smartfona, konsoli czy kolejnej pary butów, powinien być efektem przemyślanego działania. Musimy zdać sobie sprawę z tego, że spontaniczne zakupy czy chwilowa moda, choć wydają się nieszkodliwe, mogą okazać się tragiczne w skutkach dla środowiska, szczególnie jeśli w ten sam sposób pomyślą miliony osób na świecie.”

Więcej informacji na temat kosztów związanych z konsumpcją znajdziesz na stronie projektu Klimada 2.0: https://klimada2.ios.gov.pl

Źródła: Gemius Polska, tPay, Furgonetka, czasopismo „Environmental Science & Technology”, Świat OZE, Water Footprint Network

Marchew z działki, sałata z miejskiego ogródka czy truskawki z własnej uprawy – to symbole zdrowej, lokalnej żywności. Jednak najnowsze badania wskazują, że nawet warzywa i owoce pochodzące z upraw prowadzonych w warunkach amatorskich w miejskich ogrodach działkowych mogą kumulować metale ciężkie, pestycydy, a także pozostałości antybiotyków. Eksperci ostrzegają, że w środowisku miejskim produkcja żywności może być obarczona ryzykiem chemicznego zanieczyszczenia, niewidocznym gołym okiem.

Badania przeprowadzone w latach 2022–2023 w 16 warszawskich ogrodach działkowych wykazały obecność metali ciężkich w glebie oraz w uprawianych roślinach. W glebie stwierdzono średnie stężenia kadmu (Cd) na poziomie 0,8 mg/kg oraz ołowiu (Pb) na poziomie 12,0 mg/kg. W warzywach korzeniowych takich jak marchew, pietruszka i burak, stężenia kadmu wynosiły średnio 0,9 mg/kg, a ołowiu 14,5 mg/kg. Warzywa liściaste, takie jak sałata i szpinak, zawierały średnio 1,4 mg/kg kadmu i 11,0 mg/kg ołowiu. Owoce miękkie, takie jak truskawki i pomidory, wykazywały niższe stężenia – 0,2 mg/kg dla kadmu i 0,3 mg/kg dla ołowiu. Jednak metale ciężkie to nie jedyne zagrożenie – w badanych roślinach wykryto również śladowe ilości pestycydów, które mogą kumulować się w organizmie konsumentów.

Pozostałości pestycydów w roślinach
Analiza pozostałości pestycydów w warzywach takich jak marchew, ogórek i pomidor wykazała obecność substancji aktywnych takich jak chloropiryfos, malation i diazinon w stężeniach od 0,02 do 0,05 mg/kg. Choć wartości te mieszczą się w dopuszczalnych normach, ich obecność w roślinach może stanowić zagrożenie dla zdrowia, szczególnie w przypadku długotrwałego spożywania tych produktów.

Regularne spożywanie warzyw i owoców zawierających pozostałości metali ciężkich i pestycydów może prowadzić do ich kumulacji w organizmie, co zwiększa ryzyko wystąpienia różnych chorób – w tym problemów neurologicznych, uszkodzeń nerek, zaburzeń hormonalnych, osłabienia układu odpornościowego, a w długim okresie nawet nowotworów – ostrzega prof. dr hab. inż. Barbara Gworek, Kierownik Zakładu Chemii Środowiska i Oceny Ryzyka w IOŚ-PIB, inicjatorka i współautorka badań.

Jakie pestycydy wykrywano w polskich warzywach?

Na podstawie dostępnych raportów i badań wskazanie konkretnej, aktualnej listy najczęściej występujących substancji czynnych pestycydów oddzielnie dla marchwi, ogórków i pomidorów w Polsce jest trudne. Oficjalne raporty (np. Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego PZH – PIB) często agregują dane dla wszystkich warzyw lub koncentrują się na przypadkach przekroczeń norm (NDP – Najwyższy Dopuszczalny Poziom Pozostałości).

Można jednak wskazać substancje, które były wykrywane w badaniach dotyczących polskich warzyw:

Substancje wykrywane w badaniach:
• Marchew (i inne warzywa korzeniowe):
– Linuron – wykrywany w krajowych warzywach korzeniowych, w tym w marchwi, w raportach NIZP PZH.
– W starszych badaniach (2008–2011) w marchwi wykrywano również diazinon oraz trifluralinę.
• Ogórki i pomidory:
– Starsze badania (2008–2011) wskazywały na obecność dimetoatu w ogórkach oraz procymidonu w pomidorach.

Substancje często wykrywane ogólnie w warzywach w Polsce:
Wiele z poniższych substancji jest już wycofanych z użycia w Unii Europejskiej, jak np. chlorpiryfos, dimetoat czy tiofanat metylowy. Mogły one jednak pojawiać się w próbkach w poprzednich latach – jako pozostałości, efekt nielegalnego stosowania lub w produktach importowanych.
• Chlorpiryfos – przez lata jedna z substancji, których pozostałości najczęściej prowadziły do przekroczeń norm NDP w owocach i warzywach na polskim rynku.
• Fungicydy (środki grzybobójcze):
– Ditiokarbaminiany (np. wycofany mankozeb) – często wykrywane w przeszłości.
– Kaptan (Captan) – również wskazywany w starszych badaniach jako często obecny.
• Tiofanat metylowy (i jego metabolit karbendazym) – substancje te były wykrywane w badaniach w Polsce.

Według raportów NIZP PZH (np. za 2021 r.), ponad 90% próbek żywności dostępnej w Polsce nie zawierało pozostałości pestycydów lub zawierało je na poziomie nieprzekraczającym obowiązujących norm.

Antybiotyki w nawozach naturalnych
Badania nad obecnością antybiotyków w nawozach naturalnych, takich jak gnojowica bydlęca stosowana w rolnictwie ekologicznym, wykazały obecność substancji takich jak tetracyklina, oksytetracyklina i chlorotetracyklina w stężeniach od 0,005 do 0,02 mg/kg. Choć wartości te nie stwarzają obecnie istotnego zagrożenia dla gleby ani wód gruntowych, ich długotrwała obecność może prowadzić do kumulacji w ekosystemie i wpływać na zdrowie ludzi poprzez łańcuch pokarmowy. Antybiotyki w środowisku mogą również przyczyniać się do rozwoju oporności bakterii na te substancje, co stanowi poważne zagrożenie dla zdrowia publicznego.

Wnioski i rekomendacje
Wyniki badań wskazują, że warzywa i owoce uprawiane w miejskich ogródkach działkowych w Warszawie mogą być źródłem metali ciężkich, pozostałości pestycydów oraz antybiotyków, które w długim okresie mogą wpływać na zdrowie konsumentów. Choć badania były prowadzone w stolicy, problem ten ma charakter ogólnopolski – podobne zagrożenia mogą występować w innych miastach, gdzie miejskie ogródki działkowe znajdują się w pobliżu ruchliwych ulic, terenów przemysłowych czy intensywnie użytkowanych obszarów zielonych.

Aby zminimalizować ryzyko związane z konsumpcją tych produktów, zaleca się dokładne mycie i obieranie warzyw i owoców przed spożyciem, stosowanie nawozów organicznych z kontrolowanych źródeł, unikanie stosowania pestycydów w uprawach domowych, regularne monitorowanie jakości gleby i roślin w miejskich ogródkach działkowych oraz edukację mieszkańców na temat bezpiecznych praktyk uprawowych i konsumpcyjnych.

Rolnicy i ogrodnicy powinni znać zasady bezpiecznego stosowania środków ochrony roślin i ich przestrzegać, aby minimalizować ryzyko akumulacji metali ciężkich i pestycydów w uprawach. Konsumenci z kolei powinni stosować praktyki ograniczające ekspozycję na te substancje, takie jak dokładne mycie i obieranie warzyw, gotowanie lub blanszowanie, które według literatury może zmniejszyć zawartość pestycydów nawet o 30–50%. Tylko w ten sposób możemy zapewnić, że warzywa i owoce z miejskich ogródków będą zdrowym i bezpiecznym źródłem żywności – podkreśla prof. dr hab. inż. Barbara Gworek z IOŚ-PIB.

Tylko poprzez świadome i odpowiedzialne podejście do miejskich upraw roślin jadalnych oraz racjonalne korzystanie z ich plonów można zapewnić, by żywność pochodząca z ogrodów działkowych i przydomowych rzeczywiście wspierała zdrowie mieszkańców, nie niosąc ryzyka środowiskowego ani zdrowotnego.

Moda na Halloween i rzeźbione dynie w ostatnich latach przekształciła się w szerszy trend – dekorowanie wnętrz oraz wejść do domów dyniami i innymi jesiennymi akcentami, takimi jak liście, kłosy czy lampiony, staje się stałym elementem jesiennej aranżacji. W Wielkiej Brytanii niemal co piąty dorosły planuje lub już zakupił dekoracje sezonowe, przy czym w grupie wiekowej 25–34 lata odsetek ten sięga aż 32%. Oznacza to, że dynia – choć wciąż kojarzona przede wszystkim z Halloween – coraz częściej pełni rolę dekoracyjną przez cały okres jesienny. Zmiana ta ma jednak nie tylko wymiar kulturowy, ale także środowiskowy i ekonomiczny. Dane wskazują bowiem, że problem marnowania dyń, podobnie jak wielu innych owoców i warzyw, stale narasta.

Według brytyjskiej organizacji Hubbub, w samym tylko 2024 roku podczas kampanii proekologicznej zebrano i przerobiono na biogaz około 100 tysięcy wyrzuconych dyń. Wytworzona w ten sposób energia wystarczyłaby do zasilenia 10 tysięcy domów przez jedną dobę[1]. Szacuje się, że w Wielkiej Brytanii co roku od 15 do 22 milionów dyń jest kupowanych, rzeźbionych i wyrzucanych bez wykorzystania ich miąższu[2]. Brakuje pełnych danych dla całej Europy, jednak obserwacje wskazują, że również w krajach, w których Halloween dopiero zyskuje popularność, ilość marnowanych dyni rośnie z roku na rok.

Polska na tle europejskich trendów w produkcji dyni

W Polsce produkcja tego warzywa w ostatnich latach znacząco się rozwinęła. W latach 2014–2022 areał upraw zwiększył się z 1,1 tysiąca hektarów do około 8,9 tysiąca hektarów, a plony osiągnęły poziom bliski 400 tysięcy ton[3]. W 2023 roku produkcja spadła do około 358 tysięcy ton[4], jednak według europejskich statystyk w 2024 roku Polska wciąż pozostawała liderem w UE w produkcji dyni, osiągając ponad 380 tysięcy ton, przed Francją, Hiszpanią i Niemcami.

Dynie kupowane z myślą o dekoracjach często nie są później spożywane. Ich miąższ, pestki i inne części trafiają do odpadów, mimo że stanowią pełnowartościową żywność. Problem ten pogłębiają także uszkodzenia mechaniczne, które pojawiają się podczas transportu lub obróbki i przyspieszają proces gnicia. Na składowiskach odpady dyniowe ulegają rozkładowi beztlenowemu, w wyniku którego powstaje metan – gaz cieplarniany o znacznie wyższym globalnym potencjale ocieplenia (GWP) niż dwutlenek węgla. W ten sposób pozornie niewinna tradycja dekorowania dyni przyczynia się do emisji gazów cieplarnianych i strat ekonomicznych.

Drugie życie dyni – biogaz, przetwory i kreatywne rozwiązania

Dynie, które nie nadają się już do spożycia, mogą być jednak ponownie wykorzystane. W pierwszej kolejności, jeśli są tylko uszkodzone mechanicznie, to zgodnie z hierarchią postępowania z odpadami, powinny być przeznaczone na paszę dla zwierząt. Jeśli już są oznaki psucia, to w procesie fermentacji beztlenowej mogą zostać przekształcone w biogaz, z którego wytwarza się energię elektryczną, ciepło lub paliwo. Wymaga to jednak odpowiedniego systemu segregacji i kierowania odpadów organicznych do biogazowni. W 2024 roku wiele brytyjskich i europejskich miast rozpoczęło pilotażowe programy odbioru odpadów dyniowych w ramach selektywnej zbiórki bioodpadów, co może stanowić inspirację dla samorządów w Polsce.

– Świadome wykorzystywanie dyni, która została zakupiona z myślą o dekoracji domu, to prosty, ale realny sposób ograniczenia degradacji środowiska. Każda niewykorzystana dynia to nie tylko zmarnowany produkt spożywczy, lecz także zmarnowana woda, energia i praca włożona w jej wyprodukowanie, a do wyprodukowania 1 kg dyni w warunkach polskich potrzeba między 150 a 250 litrów wody w zależności od pogody, warunków glebowych, klimatycznych i stosowanych metod uprawy – podkreśla dr inż. Sylwia Łaba z Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego, kierująca projektem SMART-FOOD.

Ekspertka dodaje, że minimalizowanie strat powinno zaczynać się już na etapie zbiorów i przechowywania, a konsumenci powinni wiedzieć, jak w pełni wykorzystać zakupione warzywo.

– Jest to szczególnie istotne w kontekście skali problemu marnowania żywności w Polsce. Rocznie powstaje aż 4 651 137 ton odpadów żywności, z czego największa część – ponad 2,5 miliona ton – pochodzi z gospodarstw domowych – dodaje ekspertka.

Zamiast kupować dynie wyłącznie ozdobne, warto wybierać odmiany jadalne lub oleiste, z których można przygotować zupy, ciasta, chleby czy curry. Pestki dyni mają liczne właściwości zdrowotne – pomagają regulować poziom cukru we krwi i cholesterolu, a zawarty w nich cynk wspiera odporność organizmu. Coraz więcej firm i organizacji społecznych pokazuje, jak z powodzeniem wykorzystywać nadwyżki warzyw. Dobrym przykładem jest brytyjskie przedsiębiorstwo społeczne „Toast Ale”, które produkuje piwo z miąższu dyni i nadwyżek chleba, łącząc cele ekologiczne z działalnością biznesową.

Marnowanie żywności jako globalny problem środowiskowy

Marnowanie żywności pozostaje jednym z najpoważniejszych problemów środowiskowych współczesnego świata. Jak wynika z danych Komisji Europejskiej i UNEP, globalnie wyrzucanych jest około jednej trzeciej całej produkowanej żywności, co odpowiada ponad 1,3 miliarda ton rocznie. W Polsce, według danych IOŚ-PIB, które przekazywane są do Eurostatu, powstaje około 4,7 miliona ton odpadów żywności rocznie, z czego największą część stanowią owoce i warzywa.

Każdy konsument może przyczynić się do ograniczenia marnowania żywności, zaczynając od własnych decyzji zakupowych. Wystarczy pamiętać, że dynia to nie tylko symbol Halloween, lecz także wartościowy produkt spożywczy i surowiec, który może znaleźć drugie życie – na talerzu, jako pokarm dla zwierząt, w biogazowni lub w kompostowniku. Świadome wybory to prosty sposób, by z tradycji uczynić coś dobrego dla środowiska.


[1] https://www.agroberichtenbuitenland.nl/actueel/nieuws/2024/03/04/poland-as-the-largest-producer-of-pumpkins-in-the-eu

[2] https://www.trade.gov.pl/en/news/poland-is-one-of-the-eu-leaders-in-the-production-of-pumpkins/

[3] https://www.foodunfolded.com/article/pumpkin-waste-is-scarier-than-you-think

[4] https://www.offshore-technology.com/features/powered-by-pumpkins-how-seasonal-food-waste-affects-biogas-production/