IOS
Dzień Polskiej Żywności, który przypada 25 sierpnia, to dobra okazja, żeby spojrzeć na krajowe produkty nie tylko przez pryzmat smaku, tradycji czy ceny. Żywność jest również efektem wykorzystania konkretnych zasobów: gleby, wody, energii, surowców i pracy człowieka. Dlatego sposób, w jaki ją produkujemy, transportujemy, wybieramy i wykorzystujemy ma znaczenie dla środowiska. Jednym z prostszych wyborów konsumenckich może być częstsze sięganie po produkty krajowe, lokalne i sezonowe – ale równie ważne jest kupowanie ich w takiej ilości, aby rzeczywiście zostały zjedzone.
Polska żywność jest ważną częścią naszej gospodarki i dziedzictwa kulinarnego, ale jej wartość należy dziś rozpatrywać szerzej. Jabłko, pomidor, chleb czy kilogram ziemniaków to nie tylko produkty stojące na sklepowych półkach. Zanim żywność trafi na stół, potrzebne są gleba, woda i energia, a następnie zbiór, przechowywanie, przetwarzanie, pakowanie i transport. Produkcja kilograma pieczywa wiąże się ze zużyciem około 1608 litrów wody, kilograma ziemniaków – około 287 litrów, pomidorów – 214 litrów, a kilograma żółtego sera – ponad 3170 litrów. W przypadku wołowiny wartość ta może przekraczać 15 tys. litrów na kilogram produktu.
„Żywność jest nośnikiem zasobów. W każdym produkcie zapisane są woda, energia, ziemia, paliwo, nawozy i praca ludzi. Dlatego jej wartość nie kończy się na cenie widocznej na etykiecie. Z punktu widzenia środowiska i gospodarki zasobami szczególnie ważne jest, aby żywność została wykorzystana zgodnie ze swoim przeznaczeniem – czyli zjedzona przez ludzi” – podkreśla dr inż. Sylwia Łaba, ekspertka Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego i kierowniczka projektu SMART-FOOD.
Koniec lata i początek jesieni to szczególnie dobry moment, aby przypomnieć o znaczeniu sezonowości i lokalności. To czas dużej dostępności krajowych warzyw i owoców, których droga od producenta do konsumenta może być relatywnie krótka. Wybieranie produktów w ich naturalnym sezonie może ograniczać potrzebę długiego przechowywania i chłodzenia, a wybór produktów lokalnych i krajowych – dystans związany z transportem. W określonych warunkach oznacza to możliwość zmniejszenia zużycia energii i paliw, a tym samym części emisji związanych z dostarczeniem żywności do konsumenta.
„Kupując polskie warzywa i owoce w ich naturalnym sezonie, korzystamy z tego, co w danym momencie oferuje krajowe rolnictwo. To może oznaczać krótszą drogę produktu, mniejsze potrzeby związane z przechowywaniem i większą świeżość. Nie chodzi jednak o proste hasło, że każdy produkt lokalny zawsze ma mniejszy ślad środowiskowy bo lokalność sama w sobie tego nie gwarantuje. O wpływie produktu na środowisko decydują między innymi technologia produkcji, energochłonność przechowywania, rodzaj transportu, sposób przetworzenia, a także skala strat w całym łańcuchu dostaw. Dlatego odpowiedzialny wybór konsumencki nie powinien sprowadzać się do jednego kryterium. W praktyce warto łączyć sezonowość i lokalność z jakością produktu, rozsądną ilością zakupów i niemarnowaniem żywności” – wyjaśnia dr inż. Sylwia Łaba.
Ma to duże znaczenie, ponieważ produkcja żywności wiąże się z intensywnym wykorzystaniem zasobów naturalnych. Do produkcji żywności potrzebna jest woda, ale również grunty, nawozy, paliwa i energia, a kolejne nakłady powstają podczas chłodzenia, magazynowania i transportu.
„Z perspektywy ekonomicznej i środowiskowej racjonalna konsumpcja nie oznacza rezygnacji z jakości, lecz lepsze dopasowanie zakupów do rzeczywistych potrzeb. Im lepiej wykorzystujemy kupowaną żywność, tym efektywniej wykorzystujemy również zasoby zaangażowane w jej produkcję i dostarczenie do konsumenta” – mówi ekspertka IOŚ-PIB.
Znaczenie racjonalnych zakupów szczególnie dobrze pokazują dane dotyczące odpadów żywności. Najnowsze badania przeprowadzone przez IOŚ-PIB w tym zakresie, metodą dzienniczkową na próbie 600 gospodarstw domowych wskazują, że przeciętny mieszkaniec Polski wytwarza w gospodarstwie domowym około 66,95 kg odpadów żywności rocznie, przeciętne gospodarstwo domowe – około 165,37 kg, a po przeliczeniu na skalę kraju daje to ponad 2,5 mln ton odpadów żywności rocznie tylko w gospodarstwach domowych.
Zagadnienie to jest również przedmiotem prac badawczych prowadzonych w ramach projektu SMART-FOOD – „Systematyczny monitoring i ograniczanie marnotrawstwa żywności w Polsce: weryfikacja metod i edukacja społeczeństwa”, realizowanym przez IOŚ-PIB. Projekt łączy prace badawczo-analityczne ukierunkowane na poprawę jakości i porównywalności danych o odpadach żywności z upowszechnianiem wiedzy i dobrych praktyk wśród uczestników całego łańcucha żywnościowego. Jego celem jest nie tylko lepszy pomiar skali zjawiska, lecz także wykorzystanie rzetelnych danych do wspierania zmian prowadzących do racjonalniejszego gospodarowania żywnością i zasobami.
„Skuteczne ograniczanie marnotrawstwa żywności musi opierać się na wiarygodnych danych. Musimy wiedzieć nie tylko, ile żywności tracimy, ale również gdzie w łańcuchu żywnościowym powstają straty i odpady oraz jakie są ich przyczyny. Dopiero wtedy możemy właściwie dobierać działania zapobiegawcze i oceniać ich skuteczność. Temu służy m.in. projekt SMART-FOOD” – zaznacza dr inż. Sylwia Łaba, kierowniczka projektu.
Dzień Polskiej Żywności warto więc potraktować szerzej niż jako zachętę do wyboru produktu z napisem „polski”. To również okazja do rozmowy o jakości całego systemu żywnościowego – od sposobu produkcji i wykorzystania zasobów po decyzje podejmowane przez konsumentów. Sezonowość, dostępność krajowych produktów, jakość oraz ograniczanie niepotrzebnych zakupów są elementami tego samego podejścia: żywność powinna być traktowana jako produkt o określonej wartości ekonomicznej, środowiskowej i społecznej.
IOŚ-PIB wskazuje, że kupowanie tylko potrzebnej ilości żywności zmniejsza presję na nadprodukcję, a każdy kilogram produktu, którego nie trzeba wyprodukować, oznacza oszczędność wody, paliwa, nawozów i energii. Z badań i szacunków Instytutu wynika, że emisje związane z wytworzeniem żywności, która ostatecznie nie zostaje skonsumowana w Polsce, wynoszą około 1,69 mln ton ekwiwalentu CO₂ rocznie, co odpowiada blisko 5 proc. emisji sektora rolnictwa.
Transformacja w kierunku bardziej zasobooszczędnego i niskoemisyjnego systemu żywnościowego nie zależy wyłącznie od konsumentów. Wymaga działań rolnictwa, przetwórstwa, handlu, gastronomii, administracji i nauki. Konsument ma jednak narzędzie, którego używa niemal codziennie – decyzję zakupową.
Dzień Polskiej Żywności może zatem przypominać o prostej zasadzie: korzystajmy z sezonu, zwracajmy uwagę na pochodzenie i jakość produktów, a wielkość zakupów dostosowujmy do rzeczywistych potrzeb. Polska żywność zasługuje nie tylko na promocję, ale również na szacunek. Jego najbardziej praktycznym wyrazem jest racjonalne gospodarowanie tym, co zostało wyprodukowane dzięki pracy ludzi i wykorzystaniu zasobów środowiska.
dr inż. Sylwia Łaba
ekspertka ds. strat i marnotrawstwa żywności
Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy
kierowniczka projektu SMART-FOOD
Materiał przygotowany w ramach działań upowszechniających projektu SMART-FOOD – „Systematyczny monitoring i ograniczanie marnotrawstwa żywności w Polsce: weryfikacja metod i edukacja społeczeństwa” (Systematic Monitoring and Action for Reduction and Training on Food Waste in Poland), realizowanego przez Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy.
Świąteczny stół pełen potraw to symbol tradycji i gościnności. Jednak dane pokazują, że okres Wielkanocy działa jak „test warunków skrajnych” dla gospodarstw domowych – w krótkim czasie kumulują się niemal wszystkie czynniki sprzyjające marnowaniu żywności. Efekt to nie tylko obciążenie środowiska, ale też wymierne straty finansowe. Eksperci IOŚ-PIB podkreślają: kluczowym problemem nie jest brak żywności, lecz jej nadmiar i sposób zarządzania.
Świąteczny stół pełen…nadmiaru
Choć Wielkanoc trwa krócej niż Boże Narodzenie, mechanizm marnotrawstwa żywności pozostaje ten sam. Przygotowujemy wiele potraw „na zapas”, często znacznie przekraczając realne potrzeby domowników i gości.
Z danych wynika, że przeciętne gospodarstwo domowe w Polsce wyrzuca ok. 165 kg żywności rocznie, czyli ok. 67 kg na osobę, co w skali kraju daje ponad 2,5 mln ton odpadów żywności. W praktyce oznacza to, że tygodniowo do kosza trafia blisko 4 kg jedzenia, czyli tyle, ile waży kilka pełnych siatek zakupów. Jednocześnie gospodarstwa domowe odpowiadają za prawie 60% całkowitego marnotrawstwa żywności w Polsce.
– Święta to moment, w którym szczególnie wyraźnie widać nasze nawyki konsumpcyjne. Kupujemy i przygotowujemy więcej, niż jesteśmy w stanie zjeść – Wielkanoc nie jest tu wyjątkiem – mówi dr inż. Sylwia Łaba, ekspertka Instytutu Ochrony Środowiska – PIB.
Marnowanie żywności to realna strata pieniędzy
Wyrzucanie żywności to nie tylko kwestia etyczna czy środowiskowa, ale także finansowa. Szacuje się, że przeciętna polska rodzina traci na tym nawet 2–3 tys. zł rocznie. To oznacza, że co tydzień do kosza trafiają produkty warte nawet kilkadziesiąt złotych.
Co istotne, ponad 80% zmarnowanej żywności trafia bezpośrednio do kosza, stając się odpadem. Największą część odpadów stanowią gotowe dania i resztki talerzowe – 25%. Oznacza to, że znaczna część żywności jest tracona tuż po posiłku.
– Wyrzucanie jedzenia to jeden z najbardziej niedostrzeganych kosztów życia codziennego. W czasie świąt te straty rosną, bo nadmiar traktujemy jako coś naturalnego – podkreśla dr inż. Sylwia Łaba.
Z badań prowadzonych w IOŚ-PIB wynika, że główne przyczyny wyrzucania żywności to:
- utrata świeżości – 91% badanych gospodarstw domowych,
- przygotowanie zbyt dużej ilości jedzenia – 86%,
- zepsucie produktów – 84%.
Kumulacja czynników ryzyka marnowania żywności w okresie Wielkanocy
Świąteczna obfitość sprzyja nie tylko marnowaniu żywności, ale także przejadaniu się. To dwa zjawiska wynikające z tego samego źródła – nadprodukcji.
– Część potraw zjadamy ponad miarę „żeby się nie zmarnowało”, a część i tak trafia do kosza. To pokazuje, że problemem jest nadmiar przygotowanego jedzenia i sposób zarządzania nim. Świąteczne zwyczaje – takie jak przygotowywanie wielu potraw czy uleganie promocjom – wzmacniają ten mechanizm. W Wielkanoc dochodzi jeszcze jeden ważny czynnik – wyższe temperatury otoczenia. Potrawy szybciej tracą świeżość, zwłaszcza jeśli długo stoją na stole. Jednocześnie to czas wiosny – wiele osób spędzi go aktywnie, np. na spacerach, co oznacza, że realna konsumpcja jest niższa, niż zakładamy. Warto o tym pamiętać przy planowaniu wielkanocnego menu – wskazuje ekspertka IOŚ-PIB.
Badania pokazują również, że marnowanie żywności rośnie w gospodarstwach, które częściej przyjmują gości lub jedzą nieregularnie – czyli dokładnie w takich warunkach, jakie towarzyszą świętom.
SMART-FOOD – jak ograniczyć straty żywności
Problem marnowania żywności jest przedmiotem badań i działań edukacyjnych prowadzonych przez Instytut Ochrony Środowiska – PIB, m.in. w ramach projektu SMART-FOOD (Systematic Monitoring and Action for Reduction and Training on Food Waste in Poland). Projekt koncentruje się na:
- monitorowaniu skali strat i odpadów żywności,
- identyfikacji przyczyn marnowania,
- wypracowywaniu dobrych praktyk i działań edukacyjnych dla społeczeństwa.
Wyniki tych badań pokazują, że ograniczenie marnowania żywności nie wymaga radykalnych zmian, lecz przede wszystkim lepszego planowania i zwiększenia świadomości konsumenckiej.
Jak nie zmarnować Wielkanocy? Eksperci radzą
Eksperci IOŚ-PIB wskazują na kilka prostych zasad, które pomagają ograniczyć straty żywności:
- Planuj zakupy – kupuj tyle, ile realnie wykorzystasz
- Gotuj mniej – postaw na jakość zamiast liczby potraw
- Wykorzystuj to, co zostało – np. jajka i wędliny w sałatkach i pastach
- Dziel się jedzeniem lub mroź nadwyżki
- Dbaj o przechowywanie – właściwe warunki przechowywania wydłużają świeżość żywności
Mniej znaczy więcej
Coraz więcej osób zaczyna dostrzegać, że święta nie muszą oznaczać nadmiaru. Odpowiedzialne podejście do jedzenia pozwala nie tylko ograniczyć straty, ale też poprawić komfort świąt i efektywność gospodarowania zasobami.
Wielkanoc powinna być czasem jakości – a nie ilości.
Podczas zimowej wyprawy przez północną Skandynawię Mateusz Waligóra zadaje pytanie, które coraz częściej pojawia się także w Polsce: „co się stało z zimą?”. W Arktyce odpowiedź widać szczególnie wyraźnie. Region ten ociepla się znacznie szybciej niż średnia globalna – zjawisko to określa się mianem arktycznego wzmocnienia. Zmiany obserwowane na północnych płaskowyżach i w tundrze są jednak czymś więcej niż lokalną ciekawostką klimatyczną. Arktyka pokazuje również, jak szybko zmiany klimatu mogą przekształcać całe ekosystemy a później wpływać na systemy produkcji żywności. W regionach tundrowych obserwujemy przesuwanie się granicy lasu na północ, zmiany w składzie gatunkowym roślin oraz reorganizację łańcuchów pokarmowych. Podobne procesy – choć często mniej spektakularne – zachodzą także w krajobrazie rolniczym Europy. Zmiany temperatury i wilgotności wpływają na produktywność roślin, a także na równowagę biologiczną w agroekosystemach.
Stabilna zima przez dziesięciolecia była jednym z elementów klimatu sprzyjającego rolnictwu w Europie Środkowej. Pokrywa śnieżna chroniła rośliny ozime – takie jak pszenica czy rzepak – przed silnymi mrozami i ograniczała utratę wilgoci z gleby. Coraz częściej obserwujemy jednak zimy krótsze, cieplejsze i bardziej zmienne. Zamiast trwałej pokrywy śnieżnej pojawiają się naprzemiennie odwilże, opady deszczu i nagłe spadki temperatury. To właśnie te zjawiska mają bezpośrednie znaczenie dla rolnictwa. Takie warunki zwiększają ryzyko uszkodzeń roślin oraz pogarszają ich kondycję przed rozpoczęciem wiosennej wegetacji. Produkcja żywności jest jednym z sektorów najbardziej zależnych od stabilnych warunków pogodowych. Zmieniający się rozkład temperatur i opadów wpływa na długość okresu wegetacyjnego, dostępność wody w glebie oraz ryzyko występowania chorób i szkodników. W Europie Środkowej coraz częściej obserwujemy sezony uprawne, w których okresy suszy przeplatają się z intensywnymi opadami, utrudniając planowanie produkcji rolnej. W efekcie rolnicy coraz częściej mierzą się z większą nieprzewidywalnością sezonów upraw i zmiennością plonów. To jeden z powodów, dla których zmiany klimatu coraz częściej rozpatruje się również w kontekście bezpieczeństwa żywnościowego.
Arktyka jest swoistym „systemem wczesnego ostrzegania” – procesy, które tam zachodzą szybciej i wyraźniej, pomagają przewidywać wyzwania, z jakimi w kolejnych dekadach będą mierzyć się inne regiony świata. Obserwacje z północy pozwalają więc lepiej zrozumieć kierunek zmian, które w dłuższej perspektywie mogą wpływać również na rolnictwo i produkcję żywności w Europie Środkowej.
Dlatego pytanie „gdzie jest zima?” nie dotyczy wyłącznie zmieniającego się krajobrazu. To także pytanie o przyszłość produkcji żywności i o to, jak przygotować rolnictwo na coraz bardziej zmienne warunki klimatyczne. Odpowiedzią jest zarówno ograniczanie emisji gazów cieplarnianych, jak i wzmacnianie odporności systemów produkcji żywności – poprzez ochronę gleb, lepsze gospodarowanie wodą oraz rozwój praktyk rolniczych dostosowanych do zmieniającego się klimatu.
Historia opowiadana z arktycznych szlaków przypomina, że zmiany klimatu nie są abstrakcyjnym procesem – zmiany, które dziś obserwujemy w Arktyce, w dłuższej perspektywie mogą kształtować także przyszłość rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego w Europie.
dr inż. Sylwia Łaba, ekspertka IOŚ-PIB, kierownik projektu SMART-FOOD (Systematyczny monitoring i ograniczanie marnotrawstwa żywności w Polsce: Weryfikacja metod i edukacja społeczeństwa)
Świąteczny stół ugina się od potraw, jednak część z nich już kilka dni później trafia do kosza. W czasie, gdy żywność drożeje, marnowanie jedzenia to nie tylko strata zasobów, ale też realne obciążenie dla domowego budżetu. Świąteczne marnowanie żywności i przejadanie się mają wspólny mianownik – nadmiar. To dwa oblicza tego samego problemu, który wpływa na zdrowie, domowe budżety i cały system żywnościowy.
Grudniowy szczyt marnowania
Święta Bożego Narodzenia to okres największej nadprodukcji żywności w polskich domach. Kupujemy i gotujemy „na zapas”, często znacznie ponad rzeczywiste potrzeby. Efekt? Duża część potraw trafia do kosza, co oznacza nie tylko zmarnowane produkty, ale także pieniądze wydane na zakupy oraz koszty ich przygotowania – wodę, prąd, gaz i czas poświęcony na gotowanie. Do wyrzucania żywności w okresie świątecznym przyznaje się aż 83 proc. Polaków.
– Wyrzucanie jedzenia to dziś jeden z najbardziej niedostrzeganych kosztów życia codziennego. W warunkach wysokich cen żywności każda zmarnowana potrawa oznacza realną stratę finansową dla gospodarstw domowych. Rocznie przeciętna polska rodzina wyrzuca do kosza żywność o wartości 2–3 tys. zł – zwraca uwagę dr inż. Sylwia Łaba, ekspertka IOŚ-PIB, kierująca projektem SMART-FOOD[1].
Z najnowszych badań IOŚ-PIB i SGGW, przeprowadzonych w 600 gospodarstwach domowych, wynika, że przeciętne gospodarstwo w Polsce wyrzuca tygodniowo blisko 4 kg żywności, czyli ponad 560 gramów dziennie. W skali roku daje to średnio 165 kg odpadów żywności na jedno gospodarstwo i ok. 67 kg na jednego mieszkańca, co w skali kraju przekłada się na ponad 2,5 mln ton odpadów żywności rocznie.
Marnowanie żywności nie jest wyłącznie kwestią indywidualnych nawyków. To problem systemowy, wynikający z presji kulturowej, promocji handlowych oraz przekonania, że „na święta musi być więcej”. Paradoks polega na tym, że w czasie, gdy wiele rodzin szuka oszczędności, wyrzucanie jedzenia po świętach nadal bywa społecznie akceptowane. Tymczasem ograniczenie nadmiaru to jeden z najprostszych sposobów na zmniejszenie domowych wydatków.
– Święta są momentem, w którym kumulują się wszystkie czynniki sprzyjające marnowaniu: przygotowywanie zbyt dużej ilości jedzenia, wizyty gości oraz nieregularne spożywanie posiłków. To nie jest jednorazowy problem kilku dni, lecz sygnał, jak funkcjonuje nasz codzienny model konsumpcji – podkreśla ekspertka IOŚ-PIB.
Nadmiar, który kosztuje
Wyniki badań IOŚ-PIB pokazują, że ponad 80 proc. zbędnej żywności trafia bezpośrednio do kosza, a tylko niewielka część jest kompostowana lub przekazywana innym. Co istotne, aż 59 proc. wyrzucanej masy stanowią części jadalne, czyli jedzenie, które mogło zostać zjedzone.
Najczęstsze przyczyny wyrzucania żywności to:
- części niejadalne – wskazywane przez 97 proc. gospodarstw,
- utrata świeżości – 91 proc.,
- zakup lub przygotowanie zbyt dużej ilości jedzenia – 86 proc.,
- zepsucie żywności – 84 proc.
Zbyt duża ilość przygotowanego jedzenia to jeden z kluczowych problemów – i właśnie ten mechanizm szczególnie ujawnia się w okresie świątecznym. W praktyce oznacza to wyrzucanie pieniędzy w czasie, gdy koszty życia są dla wielu rodzin coraz większym obciążeniem.
Instytut wskazuje, że racjonalne planowanie zakupów i porcji, lepsze przechowywanie potraw, dzielenie się oraz wykorzystywanie resztek to działania, które nie wymagają wyrzeczeń, a mogą przynieść wymierne korzyści finansowe. Święta nie muszą oznaczać przepełnionej lodówki ani kosza. Coraz więcej osób zaczyna dostrzegać, że odpowiedzialne podejście do jedzenia to element nowoczesnego stylu życia.
Przejadanie się i wyrzucanie – dwa oblicza tego samego problemu
Okres świąt Bożego Narodzenia to czas, w którym na stołach pojawia się więcej jedzenia, niż jesteśmy w stanie zjeść. Część potraw prowadzi do przejadania się, a część – po kilku dniach – trafia do kosza. Oba zjawiska mają wspólne źródło: nadprodukcję i brak planowania.
– Nadmiar jedzenia w święta szkodzi zarówno zdrowiu, jak i racjonalnemu gospodarowaniu zasobami. To dwa problemy, o których rzadko mówi się razem, a które wzajemnie się napędzają – podkreśla dr inż. Sylwia Łaba.
Świąteczna nadkonsumpcja jest społecznie akceptowana, a nawet oczekiwana. Zastawione stoły są symbolem gościnności i obfitości, ale ich skutkiem są problemy trawienne, poczucie winy oraz marnowanie jedzenia. Gotujemy więcej, niż jesteśmy w stanie zjeść, a potem próbujemy „ratować” sytuację, jedząc ponad miarę albo wyrzucając nadmiar. Tymczasem rozsądne porcje i planowanie posiłków mogą realnie poprawić komfort świąt.
Badania IOŚ-PIB wskazują również na wyraźny związek między marnowaniem żywności a stylem życia. Gospodarstwa, w których domownicy jedzą część posiłków poza domem lub przyjmują gości, częściej pozbywają się jedzenia z powodu nadmiaru, utraty świeżości i zepsucia. Jednocześnie największą masę wyrzucanej żywności stanowią:
- niejadalne odpady powstające podczas przygotowania posiłków – 34 proc.,
- dania gotowe i jadalne resztki talerzowe – niemal 25 proc.
To pokazuje, że gotujemy za dużo, jemy ponad miarę, a mimo to i tak wyrzucamy znaczną część przygotowanych potraw.
Mniej znaczy lepiej
Ograniczenie marnowania żywności nie wymaga rezygnacji z tradycji, lecz lepszego planowania, rozsądnych porcji i zmiany podejścia do świątecznego nadmiaru. Coraz więcej osób zaczyna postrzegać święta jako czas jakości, a nie ilości. To zmiana, która przynosi korzyści nie tylko środowisku, lecz także domowym budżetom i zdrowiu.
dr inż. Sylwia Łaba, ekspertka IOŚ-PIB
[1] SMART-FOOD: Systematyczny monitoring i ograniczanie marnotrawstwa żywności w Polsce: Weryfikacja metod i edukacja społeczeństwa. Systematic Monitoring and Action for Reduction and Training on Food Waste in Poland – project finansowany ze środków KE w ramach program SMP Food oraz NFOŚ iGW
Moda na Halloween i rzeźbione dynie w ostatnich latach przekształciła się w szerszy trend – dekorowanie wnętrz oraz wejść do domów dyniami i innymi jesiennymi akcentami, takimi jak liście, kłosy czy lampiony, staje się stałym elementem jesiennej aranżacji. W Wielkiej Brytanii niemal co piąty dorosły planuje lub już zakupił dekoracje sezonowe, przy czym w grupie wiekowej 25–34 lata odsetek ten sięga aż 32%. Oznacza to, że dynia – choć wciąż kojarzona przede wszystkim z Halloween – coraz częściej pełni rolę dekoracyjną przez cały okres jesienny. Zmiana ta ma jednak nie tylko wymiar kulturowy, ale także środowiskowy i ekonomiczny. Dane wskazują bowiem, że problem marnowania dyń, podobnie jak wielu innych owoców i warzyw, stale narasta.
Według brytyjskiej organizacji Hubbub, w samym tylko 2024 roku podczas kampanii proekologicznej zebrano i przerobiono na biogaz około 100 tysięcy wyrzuconych dyń. Wytworzona w ten sposób energia wystarczyłaby do zasilenia 10 tysięcy domów przez jedną dobę[1]. Szacuje się, że w Wielkiej Brytanii co roku od 15 do 22 milionów dyń jest kupowanych, rzeźbionych i wyrzucanych bez wykorzystania ich miąższu[2]. Brakuje pełnych danych dla całej Europy, jednak obserwacje wskazują, że również w krajach, w których Halloween dopiero zyskuje popularność, ilość marnowanych dyni rośnie z roku na rok.
Polska na tle europejskich trendów w produkcji dyni
W Polsce produkcja tego warzywa w ostatnich latach znacząco się rozwinęła. W latach 2014–2022 areał upraw zwiększył się z 1,1 tysiąca hektarów do około 8,9 tysiąca hektarów, a plony osiągnęły poziom bliski 400 tysięcy ton[3]. W 2023 roku produkcja spadła do około 358 tysięcy ton[4], jednak według europejskich statystyk w 2024 roku Polska wciąż pozostawała liderem w UE w produkcji dyni, osiągając ponad 380 tysięcy ton, przed Francją, Hiszpanią i Niemcami.
Dynie kupowane z myślą o dekoracjach często nie są później spożywane. Ich miąższ, pestki i inne części trafiają do odpadów, mimo że stanowią pełnowartościową żywność. Problem ten pogłębiają także uszkodzenia mechaniczne, które pojawiają się podczas transportu lub obróbki i przyspieszają proces gnicia. Na składowiskach odpady dyniowe ulegają rozkładowi beztlenowemu, w wyniku którego powstaje metan – gaz cieplarniany o znacznie wyższym globalnym potencjale ocieplenia (GWP) niż dwutlenek węgla. W ten sposób pozornie niewinna tradycja dekorowania dyni przyczynia się do emisji gazów cieplarnianych i strat ekonomicznych.
Drugie życie dyni – biogaz, przetwory i kreatywne rozwiązania
Dynie, które nie nadają się już do spożycia, mogą być jednak ponownie wykorzystane. W pierwszej kolejności, jeśli są tylko uszkodzone mechanicznie, to zgodnie z hierarchią postępowania z odpadami, powinny być przeznaczone na paszę dla zwierząt. Jeśli już są oznaki psucia, to w procesie fermentacji beztlenowej mogą zostać przekształcone w biogaz, z którego wytwarza się energię elektryczną, ciepło lub paliwo. Wymaga to jednak odpowiedniego systemu segregacji i kierowania odpadów organicznych do biogazowni. W 2024 roku wiele brytyjskich i europejskich miast rozpoczęło pilotażowe programy odbioru odpadów dyniowych w ramach selektywnej zbiórki bioodpadów, co może stanowić inspirację dla samorządów w Polsce.
– Świadome wykorzystywanie dyni, która została zakupiona z myślą o dekoracji domu, to prosty, ale realny sposób ograniczenia degradacji środowiska. Każda niewykorzystana dynia to nie tylko zmarnowany produkt spożywczy, lecz także zmarnowana woda, energia i praca włożona w jej wyprodukowanie, a do wyprodukowania 1 kg dyni w warunkach polskich potrzeba między 150 a 250 litrów wody w zależności od pogody, warunków glebowych, klimatycznych i stosowanych metod uprawy – podkreśla dr inż. Sylwia Łaba z Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego, kierująca projektem SMART-FOOD.
Ekspertka dodaje, że minimalizowanie strat powinno zaczynać się już na etapie zbiorów i przechowywania, a konsumenci powinni wiedzieć, jak w pełni wykorzystać zakupione warzywo.
– Jest to szczególnie istotne w kontekście skali problemu marnowania żywności w Polsce. Rocznie powstaje aż 4 651 137 ton odpadów żywności, z czego największa część – ponad 2,5 miliona ton – pochodzi z gospodarstw domowych – dodaje ekspertka.
Zamiast kupować dynie wyłącznie ozdobne, warto wybierać odmiany jadalne lub oleiste, z których można przygotować zupy, ciasta, chleby czy curry. Pestki dyni mają liczne właściwości zdrowotne – pomagają regulować poziom cukru we krwi i cholesterolu, a zawarty w nich cynk wspiera odporność organizmu. Coraz więcej firm i organizacji społecznych pokazuje, jak z powodzeniem wykorzystywać nadwyżki warzyw. Dobrym przykładem jest brytyjskie przedsiębiorstwo społeczne „Toast Ale”, które produkuje piwo z miąższu dyni i nadwyżek chleba, łącząc cele ekologiczne z działalnością biznesową.
Marnowanie żywności jako globalny problem środowiskowy
Marnowanie żywności pozostaje jednym z najpoważniejszych problemów środowiskowych współczesnego świata. Jak wynika z danych Komisji Europejskiej i UNEP, globalnie wyrzucanych jest około jednej trzeciej całej produkowanej żywności, co odpowiada ponad 1,3 miliarda ton rocznie. W Polsce, według danych IOŚ-PIB, które przekazywane są do Eurostatu, powstaje około 4,7 miliona ton odpadów żywności rocznie, z czego największą część stanowią owoce i warzywa.
Każdy konsument może przyczynić się do ograniczenia marnowania żywności, zaczynając od własnych decyzji zakupowych. Wystarczy pamiętać, że dynia to nie tylko symbol Halloween, lecz także wartościowy produkt spożywczy i surowiec, który może znaleźć drugie życie – na talerzu, jako pokarm dla zwierząt, w biogazowni lub w kompostowniku. Świadome wybory to prosty sposób, by z tradycji uczynić coś dobrego dla środowiska.
[1] https://www.agroberichtenbuitenland.nl/actueel/nieuws/2024/03/04/poland-as-the-largest-producer-of-pumpkins-in-the-eu
[2] https://www.trade.gov.pl/en/news/poland-is-one-of-the-eu-leaders-in-the-production-of-pumpkins/
[3] https://www.foodunfolded.com/article/pumpkin-waste-is-scarier-than-you-think
[4] https://www.offshore-technology.com/features/powered-by-pumpkins-how-seasonal-food-waste-affects-biogas-production/
25 sierpnia obchodzimy Dzień Polskiej Żywności – to dobry moment, aby przypomnieć sobie, jak ogromne znaczenie ma to, co jemy, dla naszego zdrowia, gospodarki i środowiska. Polska żywność to nie tylko bogactwo smaków i tradycji, ale także ważny element kształtujący naszą odpowiedzialność za planetę.
Polska jest jednym z największych producentów żywności w Unii Europejskiej – w 2024 roku uplasowała się na 5. miejscu pod względem wartości produkcji rolno-spożywczej. Rolnictwo zajmuje aż 62% powierzchni lądowej kraju, co czyni je jednym z najważniejszych sektorów gospodarki, ale także obszarem związanym z wyzwaniami środowiskowymi. Produkcja żywności bazuje na rodzimych surowcach – zbożach, mleku, mięsie, owocach i warzywach – które stanowią podstawę codziennej diety Polaków, ale są też ważnym towarem eksportowym.
Wyzwania przed jakimi stoi polskie rolnictwo
Polskie rolnictwo stoi dziś przed wyzwaniami: spadkiem liczby gospodarstw, starzeniem się rolników, koniecznością dostosowania się do zmian klimatu. W odpowiedzi obserwujemy rozwój nowoczesnych technologii ograniczających zużycie wody i nawozów, które mają na celu zmniejszenie wpływu rolnictwa na środowisko, coraz większe zainteresowanie produkcją ekologiczną oraz wdrażanie zasad zrównoważonego rolnictwa. Ważną rolę odgrywają rodzinne gospodarstwa, które dbają o różnorodność upraw, wspierają różnorodność biologiczną.
Według danych Krajowego Ośrodka Bilansowania i Zarządzania Emisjami w Instytucie Ochrony Środowiska – Państwowym Instytucie Badawczym (IOŚ-PIB) emisja gazów cieplarnianych z polskiego rolnictwa w 2023 r. wyniosła 9,8% całkowitej antropogenicznej emisji kraju. Jednak wybierając polskie produkty, nie tylko wspieramy lokalnych rolników, którzy coraz częściej sięgają po rozwiązania ograniczające emisje i dbające o środowisko, ale też zmniejszamy tzw. ślad węglowy w zakresie transportu – krótsza droga „z pola na stół” to mniejsze emisje związane z przewozem.
Kluczowym aspektem jest także jakość i bezpieczeństwo polskiej żywności. Polska należy do krajów o jednym z najniższych poziomów pozostałości pestycydów w produktach rolnych w UE. Funkcjonują tu rygorystyczne systemy kontroli – od gospodarstwa, przez przetwórstwo, po handel detaliczny – które gwarantują konsumentom bezpieczną żywność. W praktyce oznacza to nie tylko dostęp do szerokiej gamy produktów, ale także pewność, że są one zgodne z europejskimi normami sanitarnymi. Dzięki stabilnej produkcji i dużym rezerwom Polska jest też krajem samowystarczalnym w zakresie podstawowych grup żywności, co w dobie globalnych kryzysów ma znaczenie strategiczne.
Jednocześnie system żywnościowy to nie tylko produkcja, ale i konsumpcja. Polacy coraz częściej poszukują produktów lokalnych, sezonowych i ekologicznych. Zmienia się też struktura konsumpcji – spada spożycie chleba, a rośnie udział warzyw, owoców i nabiału w diecie. Mimo to wciąż dużą część jadłospisu stanowią produkty mięsne. Widać także rosnące zainteresowanie żywnością wygodną i przetworzoną, co wiąże się ze zmieniającym stylem życia.
Marnotrawstwo żywności i jego skala
Obok wyzwania, jakim jest zapewnienie bezpieczeństwa żywnościowego Polakom, również poważnym problemem pozostaje marnowanie żywności. Według danych Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego, w Polsce rocznie wyrzuca się 4,8–5 milionów ton jedzenia, co oznacza średnio 126 kilogramów na osobę, z czego aż 92 kilogramy w gospodarstwach domowych. Konsumenci odpowiadają więc za ponad 60% strat, podczas gdy produkcja i przetwórstwo – za 30%. To nie tylko strata ekonomiczna, szacowana na ok. 3 tysiące zł rocznie w przeciętnej rodzinie, ale też obciążenie dla środowiska.
– Skala strat żywności jest ogromna – a każdy kilogram wyrzuconej żywności to nie tylko zmarnowane pieniądze, ale również zasoby naturalne – woda, energia i praca ludzi, którzy ją wytwarzali – podkreśla dr inż. Sylwia Łaba, ekspertka IOŚ-PIB.
Świadomość konsumentów jednak stopniowo rośnie. Coraz więcej osób deklaruje, że stara się kupować rozsądniej i przechowywać jedzenie tak, by nie trafiało do kosza.
Produkcja, konsumpcja i jakość polskiej żywności są ze sobą ściśle powiązane. Z jednej strony mamy rolników i przetwórców, którzy muszą dostosowywać się do zmian klimatu i oczekiwań konsumentów, z drugiej – rosnącą świadomość społeczną dotyczącą zdrowia, ekologii i niemarnowania jedzenia.
Polska żywność wyróżnia się na tle Europy nie tylko skalą produkcji, ale też wysokimi standardami jakości i bezpieczeństwa. To nasz wspólny zasób, którego rozwój powinien iść w kierunku zrównoważonego rolnictwa, ograniczania strat i wspierania lokalnych producentów. Dzięki temu polska żywność może pozostać nie tylko symbolem tradycji, ale także gwarancją zdrowia i stabilności dla przyszłych pokoleń. Dzień Polskiej Żywności to okazja, by celebrować różnorodność smaków, tradycję i dorobek polskich rolników, ale również moment refleksji nad odpowiedzialnością. Nasze codzienne wybory mogą realnie wspierać środowisko i gospodarkę.