IOS
Arktyka ociepla się szybciej niż wiele innych regionów świata. Coraz więcej badań pokazuje, że skutki tych procesów nie zamykają się w granicach regionu arktycznego. Zmiany w Arktyce mogą oddziaływać na cyrkulację atmosferyczną nad półkulą północną oraz na procesy zachodzące w północnym Atlantyku, w tym na wymianę energii między oceanem a atmosferą, a tym samym także na warunki klimatyczne w Europie.
Z punktu widzenia przyrody europejskiej kluczowe jest to, że zmiany zachodzące w Arktyce wzmacniają i współtworzą szerszą presję klimatyczną działającą na ekosystemy naszego kontynentu. Nie chodzi tu o prosty, pojedynczy mechanizm, w którym zmiana w Arktyce automatycznie wywołuje określoną odpowiedź środowiskową w Europie. Rzecz w tym, że szybkie przemiany na dalekiej północy są częścią układu procesów klimatycznych, które wpływają na temperaturę, opady, wilgotność, długość sezonu wegetacyjnego oraz częstość ekstremów pogodowych w naszej części świata. Czynniki te decydują o warunkach życia gatunków i trwałości siedlisk. Dla różnorodności biologicznej zmiany klimatu oznaczają przesuwanie się zasięgów gatunków, zaburzenia sezonowości oraz narastanie presji na siedliska wrażliwe na temperaturę i dostępność wody.
Jednym z najlepiej udokumentowanych skutków zmian klimatu jest przesuwanie się zasięgów gatunków. Wraz ze wzrostem temperatury w Europie wiele organizmów przemieszcza się na północ lub na większe wysokości, poszukując odpowiednich dla siebie warunków. Dotyczy to zarówno roślin, jak i zwierząt lądowych oraz organizmów słodkowodnych i morskich. Proces ten nie oznacza zastępowania jednych gatunków przez inne bez konsekwencji (najczęściej negatywnych) dla funkcjonowania ekosystemów. Szczególnie narażone są gatunki wyspecjalizowane, związane z chłodniejszym klimatem, a także siedliska górskie, torfowiskowe, mokradłowe i przybrzeżne, które mają ograniczoną zdolność do szybkiej adaptacji.
Drugim ważnym skutkiem są zaburzenia sezonowości zjawisk przyrodniczych. W ocieplającym się klimacie wcześniej rozpoczyna się wegetacja, zmieniają się terminy kwitnienia roślin, migracji ptaków czy aktywności owadów. Poszczególne gatunki nie reagują w tym samym tempie. Prowadzi to do zaburzenia wzajemnych powiązań ekologicznych, na przykład relacji roślin z zapylaczami albo zbieżności okresu lęgowego ptaków z dostępnością pokarmu. Nawet jeśli poszczególne gatunki nadal występują w tym samym miejscu, cały ekosystem może działać coraz mniej stabilnie.
Szczególnie ważne są ekosystemy morskie Europy Północnej. Arktyka, Morze Norweskie, północny Atlantyk, a pośrednio także Bałtyk, pozostają ze sobą powiązane poprzez procesy atmosferyczne i oceaniczne. Ocieplenie klimatu oddziałuje na środowisko morskie poprzez zmiany temperatury wód, zasolenia, pokrywy lodowej i cyrkulacji, a w konsekwencji wpływa na rozmieszczenie planktonu, ryb i ptaków morskich oraz na strukturę sieci troficznych. W praktyce oznacza to nie tylko zmianę składu gatunkowego, ale także rosnącą niestabilność funkcjonowania ekosystemów i coraz większe zagrożenie dla organizmów wymagających chłodnych i stabilnych warunków.
Dla Europy, w tym dla Polski, wniosek jest jasny: Arktyka nie stanowi odległego, oderwanego od nas świata. Zmiany zachodzące na dalekiej północy należy postrzegać jako element procesów współkształtujących warunki środowiskowe na całym kontynencie. Obserwacja Arktyki ma znaczenie nie tylko naukowe, lecz także praktyczne, ponieważ pomaga nam lepiej rozumieć zmiany zachodzące w otaczającej nas przyrodzie, skalę potrzebnych działań adaptacyjnych oraz pilną potrzebę wzmacniania i ochrony różnorodności biologicznej, zanim zachodzące dziś zmiany staną się niemożliwe do odwrócenia.
dr Bożena Kornatowska, Zakład Zarządzania Zasobami Przyrody IOŚ-PIB
Podczas zimowej wyprawy przez północną Skandynawię Mateusz Waligóra zadaje pytanie, które coraz częściej pojawia się także w Polsce: „co się stało z zimą?”. W Arktyce odpowiedź widać szczególnie wyraźnie. Region ten ociepla się znacznie szybciej niż średnia globalna – zjawisko to określa się mianem arktycznego wzmocnienia. Zmiany obserwowane na północnych płaskowyżach i w tundrze są jednak czymś więcej niż lokalną ciekawostką klimatyczną. Arktyka pokazuje również, jak szybko zmiany klimatu mogą przekształcać całe ekosystemy a później wpływać na systemy produkcji żywności. W regionach tundrowych obserwujemy przesuwanie się granicy lasu na północ, zmiany w składzie gatunkowym roślin oraz reorganizację łańcuchów pokarmowych. Podobne procesy – choć często mniej spektakularne – zachodzą także w krajobrazie rolniczym Europy. Zmiany temperatury i wilgotności wpływają na produktywność roślin, a także na równowagę biologiczną w agroekosystemach.
Stabilna zima przez dziesięciolecia była jednym z elementów klimatu sprzyjającego rolnictwu w Europie Środkowej. Pokrywa śnieżna chroniła rośliny ozime – takie jak pszenica czy rzepak – przed silnymi mrozami i ograniczała utratę wilgoci z gleby. Coraz częściej obserwujemy jednak zimy krótsze, cieplejsze i bardziej zmienne. Zamiast trwałej pokrywy śnieżnej pojawiają się naprzemiennie odwilże, opady deszczu i nagłe spadki temperatury. To właśnie te zjawiska mają bezpośrednie znaczenie dla rolnictwa. Takie warunki zwiększają ryzyko uszkodzeń roślin oraz pogarszają ich kondycję przed rozpoczęciem wiosennej wegetacji. Produkcja żywności jest jednym z sektorów najbardziej zależnych od stabilnych warunków pogodowych. Zmieniający się rozkład temperatur i opadów wpływa na długość okresu wegetacyjnego, dostępność wody w glebie oraz ryzyko występowania chorób i szkodników. W Europie Środkowej coraz częściej obserwujemy sezony uprawne, w których okresy suszy przeplatają się z intensywnymi opadami, utrudniając planowanie produkcji rolnej. W efekcie rolnicy coraz częściej mierzą się z większą nieprzewidywalnością sezonów upraw i zmiennością plonów. To jeden z powodów, dla których zmiany klimatu coraz częściej rozpatruje się również w kontekście bezpieczeństwa żywnościowego.
Arktyka jest swoistym „systemem wczesnego ostrzegania” – procesy, które tam zachodzą szybciej i wyraźniej, pomagają przewidywać wyzwania, z jakimi w kolejnych dekadach będą mierzyć się inne regiony świata. Obserwacje z północy pozwalają więc lepiej zrozumieć kierunek zmian, które w dłuższej perspektywie mogą wpływać również na rolnictwo i produkcję żywności w Europie Środkowej.
Dlatego pytanie „gdzie jest zima?” nie dotyczy wyłącznie zmieniającego się krajobrazu. To także pytanie o przyszłość produkcji żywności i o to, jak przygotować rolnictwo na coraz bardziej zmienne warunki klimatyczne. Odpowiedzią jest zarówno ograniczanie emisji gazów cieplarnianych, jak i wzmacnianie odporności systemów produkcji żywności – poprzez ochronę gleb, lepsze gospodarowanie wodą oraz rozwój praktyk rolniczych dostosowanych do zmieniającego się klimatu.
Historia opowiadana z arktycznych szlaków przypomina, że zmiany klimatu nie są abstrakcyjnym procesem – zmiany, które dziś obserwujemy w Arktyce, w dłuższej perspektywie mogą kształtować także przyszłość rolnictwa i bezpieczeństwa żywnościowego w Europie.
dr inż. Sylwia Łaba, ekspertka IOŚ-PIB, kierownik projektu SMART-FOOD (Systematyczny monitoring i ograniczanie marnotrawstwa żywności w Polsce: Weryfikacja metod i edukacja społeczeństwa)
Aby mówić o scenariuszach zmian klimatu, warto zrozumieć jak się je tworzy. Wyniki modelowanych scenariuszy (np. te przedstawione w najnowszym raporcie AR6 IPCC) służą do analiz przyszłych emisji gazów cieplarnianych, oceny możliwych zmian klimatu oraz powiązanych z nimi skutków i zagrożeń. Uwzględniają również strategie łagodzenia skutków zmian klimatu oraz możliwości adaptacji regionów do nowych warunków.
Scenariusze opierają się na szeregu założeń, w tym zmiennych społeczno‑ekonomicznych i opcjach redukcji emisji gazów cieplarnianych. Są to projekcje ilościowe – nie są ani przewidywaniami, ani prognozami, lecz narzędziem do badania możliwych ścieżek rozwoju. Modele globalne uwzględniają regionalne różnice i możliwe działania adaptacyjne, choć większość z nich nie bierze pod uwagę globalnych nierówności czy kosztów adaptacji w poszczególnych regionach.
Obecnie opracowano 5 wspólnych ścieżek społeczno-ekonomicznych (o akronimach SSP1 do SSP5), które obejmują szereg wyzwań związanych z łagodzeniem zmian klimatu i adaptacją. Obecne scenariusze wskazują, że wiele ryzyk klimatycznych jest wyższych niż wcześniej szacowano, a prognozowane długoterminowe skutki mogą być znacznie poważniejsze niż obecnie obserwowane. Na taki stan rzeczy wpływ będą miału ryzyka klimatyczne i nieklimatyczne, które będą coraz bardziej oddziaływać na siebie, tworząc bardziej złożone i kaskadowe zagrożenia trudniejsze do zarządzania.
Scenariusze prognozowanego globalnego ocieplenia w XXI wieku wskazują na wahania zależne od przyjętych ścieżek (z prawdopodobieństwem ponad 50%): wzrost temperatury od 1,0 do 1,8°C w scenariuszu bardzo niskich emisji, przez 2,1-3,5°C w scenariuszu pośrednim, do 3,3-5,7°C w scenariuszu bardzo wysokich emisji gazów cieplarnianych w stosunku do okresu 1850–1900.
Europa Zachodnia i Środkowa oraz region Morza Śródziemnego znajdują się wśród obszarów bardzo podatnych na suszę rolniczą już przy ociepleniu klimatu o 2°C. Z kolei globalne ocieplenie o 1,5°C może spowodować nasilenie się intensywnych opadów i związanych z nimi powodzi w większości regionów Afryki i Azji, Ameryki Północnej oraz Europy. Niemal każdy kontynent na świecie, z wyjątkiem Azji, będzie narażony w bardzo wysokim stopniu na zmiany w strukturze ekosystemów, zmiany zasięgu występowania gatunków i siedlisk oraz na zdrowie populacji, w tym szczególnie zdrowie psychiczne.
Warto zaznaczyć, że Europa jest kontynentem o relatywnie niskim wpływie zmian klimatu na obszary zamieszkałe i infrastrukturę w porównaniu z innymi regionami świata. Obecne raporty IPCC wskazują, że największe ryzyka związane ze zmianami klimatu dla Europy to powodzie przybrzeżne i śródlądowe, stres i śmiertelność ludzi z powodu rosnących temperatur i ekstremów ciepła, zakłócenia funkcjonowania ekosystemów morskich i lądowych, niedobór wody oraz występowanie ekstremalnych zjawisk pogodowych.
Podobne zależności prognozowane są także dla Polski, co pokazuje, że przygotowanie i adaptacja do zmian klimatu są kluczowe również na poziomie krajowym.
dr inż. Krzysztof Skotak, Zakład Monitoringu Środowiska IOŚ-PIB
Jednym z mechanizmów wpływających na ziemski system klimatyczny jest zmiana albedo, czyli zdolności odbijania przez powierzchnię Ziemi promieniowania słonecznego. Zrozumienie tego pojęcia ma kluczowe znaczenie, ponieważ wielkość pochłoniętego promieniowania słonecznego decyduje o ilości energii dostępnej dla powierzchni Ziemi i atmosfery. Warto przypomnieć, że obiekty o albedo równym 0% pochłaniają całe padające na nie promieniowanie, natomiast obiekty o albedo 100% odbijają je w całości.
Średnie albedo Ziemi wynosi około 30%. Jasne elementy powierzchni Ziemi – takie jak chmury, świeży śnieg czy lód – charakteryzują się wysokim albedo, zwykle w zakresie od 50% do 95%, co oznacza, że większość promieniowania słonecznego jest odbijana w przestrzeń kosmiczną, a powierzchnia ulega ochłodzeniu. Z kolei niskie albedo, od około 5% do 20%, typowe dla lasów, świeżego asfaltu czy ciemnych gleb, oznacza większe pochłanianie energii i silniejsze nagrzewanie powierzchni.
Zmiany zasięgu pokrywy lodowej mogą istotnie przekształcać albedo, wywierając wpływ zarówno na klimat lokalny, jak i globalny. Proces ten jest szczególnie widoczny w Arktyce, gdzie tempo ocieplenia znacznie przekracza średnią globalną. Wraz z przyspieszonym topnieniem lodu morskiego i zanikiem pokrywy śnieżnej ubywa powierzchni o wysokim albedo. Lód i śnieg zastępowane są przez ciemniejszą wodę oceanu lub odsłoniętą glebę, które pochłaniają więcej energii słonecznej. Powoduje to dalszy wzrost temperatury i nasila proces ocieplania.
Wzrost temperatury w Arktyce przyspiesza rozkład materii organicznej w glebach, prowadząc do emisji dwutlenku węgla i metanu, przyspieszając tym samym globalne ocieplenie. Szczególnie istotne znaczenie ma rozmarzanie wiecznej zmarzliny w obszarach tundry, w której przez tysiące lat od ostatniej epoki lodowcowej zgromadzona była znaczna ilość materii organicznej. Coraz szybsze uwalnianie dużych ilości gazów cieplarnianych dodatkowo wzmacnia efekt cieplarniany, nasilając zmiany klimatu, które są przyczyną topnienia wiecznej zmarzliny.
Anna Romańczak, Zakład Monitoringu Środowiska IOŚ-PIB
Globalne ocieplenie oznacza wzrost średniej temperatury powietrza oraz większą zmienność i intensywność zjawisk pogodowych, co zostało potwierdzone wieloletnimi pomiarami i analizami naukowymi. Pojedyncza, nawet wyjątkowo mroźna zima nie podważa faktu, że klimat się ociepla, stanowi jedynie krótkotrwały epizod na tle długoterminowego trendu. Zmienność pogody jest naturalną cechą systemu klimatycznego, co dotyczy zarówno okresów cieplejszych, jak i chłodniejszych.
Klimat danego miejsca definiuje się na podstawie wieloletnich obserwacji (minimum 30 lat), a nie pojedynczego sezonu czy kilku wyjątkowo chłodnych dni. Aby rzetelnie ocenić zachodzące zmiany, trzeba patrzeć na nie w długiej perspektywie, co pozwala lepiej zrozumieć ich skalę i kierunek. Analizy historycznych danych pokazują, że ostatnie lata należą do najcieplejszych w historii pomiarów. W roku 2025, który był trzecim najcieplejszym rokiem od początku prowadzenia pomiarów, globalna temperatura wzrosła o około 1,34°C względem epoki przedprzemysłowej. To wyraźny, długookresowy trend, mimo że w niektórych miejscach mogą występować chłodne epizody.
Nawet w ocieplającym się świecie możliwe są silne mrozy, szczególnie w sytuacji zaburzeń cyrkulacji atmosferycznej i napływu zimnych mas powietrza z północy. Zmiany zachodzące w Arktyce wpływają na układy ciśnień oraz prąd strumieniowy, co kształtuje pogodę w średnich szerokościach geograficznych, w tym w Polsce. Wraz z postępującym ociepleniem klimatu można zatem spodziewać się większej liczby zjawisk ekstremalnych, zarówno fal upałów, jak fal mrozów.
Dyskusja o globalnym ociepleniu powinna bazować na danych naukowych i analizie wieloletnich trendów, a nie na pojedynczych sytuacjach pogodowych. Jeden mroźny epizod nie obala trendu ocieplenia, tak jak pojedyncza fala upałów nie stanowi samodzielnego dowodu na globalne zmiany klimatu. Dopiero analiza długich serii danych pokazuje, że średnia temperatura wzrasta, zmienia się rozkład opadów, skraca się sezon zimowy, a zjawiska ekstremalne stają się częstsze i bardziej intensywne.
Anna Romańczak, Zakład Monitoringu Środowiska IOŚ-PIB
Wzrost globalnej średniej temperatury powietrza powoduje zmiany klimatu w skali całej Ziemi. Proces ten szczególnie intensywnie przebiega w Arktyce, gdzie tempo ocieplenia znacznie przewyższa średnią światową. Zjawisko to, określane jako arktyczne wzmocnienie (ang. Arctic amplification)[1], ma istotne konsekwencje dla zasobów wodnych oraz całego cyklu hydrologicznego. Prowadzi ono do topnienia lodu morskiego, recesji, czyli wycofywania się lodowców i lądolodu Grenlandii, rozmarzania wiecznej zmarzliny, a także do częstszego występowania ekstremalnych zjawisk pogodowych. Skutki tych procesów odczuwalne są nie tylko w regionie arktycznym, lecz także w skali całego globu.
Zmniejszanie się arktycznej pokrywy lodowej przyczynia się do wzrostu poziomu mórz na świecie. Z szóstego raportu IPCC wynika, że lodowce we wszystkich regionach polarnych tracą masę co najmniej od początku XXI wieku i proces ten będzie postępował przez kolejne dekady, nawet w warunkach stabilizacji globalnej temperatury[2]. Wzrost poziomu mórz prowadzi do narastającego ryzyka trwałych zmian linii brzegowej, częstszych i bardziej dotkliwych powodzi przybrzeżnych zagrażających infrastrukturze oraz nisko położonym terenom wzdłuż wybrzeża oraz ujściowych odcinków dużych rzek. Zmianom ulega także reżim hydrologiczny rzek strefy arktycznej, co przejawia się przekształceniem sezonowego rozkładu przepływów, związanym między innymi z wcześniejszym występowaniem roztopów.
Przyspieszone topnienie lodowców w Arktyce zwiększa dopływ słodkiej wody do Oceanu Arktycznego, prowadząc do zmiany zasolenia i gęstości wód oceanu. Zmiany te wpływają na cyrkulację oceaniczną oraz funkcjonowanie ekosystemów morskich w tym regionie. Ponadto zanik pokrywy lodowej w Arktyce wywołuje poważne konsekwencje dla cyrkulacji atmosferycznej. Procesy zachodzące w tym regionie silnie oddziałują na występowanie zjawisk ekstremalnych, takich jak susze czy powodzie, które coraz częściej obserwuje się w różnych częściach świata.
Olga Hałacz, Zakład Adaptacji do Zmian Klimatu IOŚ-PIB
[1] https://science.nasa.gov/earth/earth-observatory/arctic-amplification-81214/
[2] IPCC. 2021. Climate Change 2021: The Physical Science Basis. Regional Fact Sheet – Polar Regions. Contribution of Working Group I to the Sixth Assessment Report of the Intergovernmental Panel on Climate Change. Cambridge: Cambridge University Press. (https://www.ipcc.ch/report/ar6/wg1/resources/factsheets/)
Północna Norwegia, podobnie jak Polska, w tym roku doświadczyła niespotykanej od wielu lat fali mrozów. Średnia temperatura stycznia była aż o 4,4 stopnia niższa od średniej wieloletniej, a najbardziej surowe warunki obserwowano właśnie na płaskowyżu Finnmarksvidda, w pobliżu miejscowości Karasjok, gdzie 11 stycznia 2026 temperatura spadła do -41,5 stopnia. Podobnie sroga zima ostatnio zdarzyła się w Norwegii aż 16 lat temu – w 2010 roku.
Jednak w tym samym czasie Arktyka europejska doświadczała warunków zgoła innych – Svalbard był w styczniu średnio o 3,8 stopnia cieplejszy niż norma wieloletnia. Niestety, to właśnie ocieplanie się Arktyki jest jednym z kluczowych elementów obserwowanych współcześnie zmian klimatu. Arktyka ociepla się prawie siedem razy szybciej niż reszta świata, a przyczyną tego zjawiska jest zanikanie pokrywy lodowej, w tym lodu morskiego. W miejsce jasnego, odbijającego promienie słoneczne śniegu i lodu pojawia się ciemniejszy ląd lub woda, które pochłaniają więcej energii słonecznej. Dodatkowo, tam, gdzie utrzymuje się otwarta woda, ocean uwalnia ciepło do atmosfery, przez co nawet w środku polarnej zimy temperatura może zbliżać się do punktu zamarzania, a nawet – sporadycznie – go przekraczać. Skąd zatem biorą się takie fale mrozów jak tegoroczna, która nawiedziła nie tylko Norwegię i Polskę, ale także Syberię, Japonię, Chiny oraz Stany Zjednoczone? Szybkie ocieplanie Arktyki zmniejsza gradient termiczny pomiędzy umiarkowanymi (Polska) a wysokimi (Arktyka) szerokościami geograficznymi. Rozdzielająca te dwa obszary strefa silnych wiatrów zachodnich, znajdująca się w górnej troposferze – zwana prądem strumieniowym lub jet streamem – osiąga największe prędkości przy dużym gradiencie termicznym. Kiedy Arktyka się ogrzewa, wspomniana różnica temperatur spada, a prąd strumieniowy płynie wolniej i – jak rzeka w dolnym biegu – zaczyna meandrować. Meandry jet streamu powodują zaś z jednej strony „zaciąganie” bardzo ciepłego powietrza daleko na północ (w styczniu silnie dodatnie anomalie termiczne obserwowaliśmy w północnej Kanadzie i na Grenlandii), a z drugiej transport bardzo chłodnego powietrza z obszarów arktycznych daleko na południe, czego doświadczyliśmy w tym roku w Polsce.
dr Kinga Kulesza, Zakład Modelowania Atmosfery i Klimatu IOŚ-PIB
Nauczycieli i edukatorów prowadzących zajęcia ekologiczne zachęcamy do przeprowadzenia lekcji na temat zmian klimatu w oparciu o przygotowane przez nas materiały metodyczne. W naszych zasobach znajdą Państwo m.in.: scenariusz lekcji wraz z kartami pracy, prezentację oraz animacje i doświadczenia. Całość dopełnia nagranie szkolenia, w trakcie którego metodycy prezentują różne możliwości wykorzystania przygotowanego przez nas pakietu edukacyjnego.
Komplet materiałów został opracowany w ramach projektu: Baza wiedzy o zmianach klimatu i adaptacji do ich skutków oraz kanałów jej upowszechniania w kontekście zwiększania odporności gospodarki, środowiska i społeczeństwa na zmiany klimatu oraz przeciwdziałania i minimalizowania skutków nadzwyczajnych zagrożeń (Klimada2.0), we współpracy z Naukową i Akademicką Siecią Komputerową– Państwowym Instytutem Badawczym (NASK).
Animacja: efekt cieplarniany i globalne ocieplenie
Animacja: efekt cieplarniany i globalne ocieplenie
Animacja – efekt cieplarniany i globalne ocieplenie
Serwis Monitorowania Atmosfery Copernicus (CAMS) opublikował raport roczny oceniający stan jakości powietrza w Europie w 2024 roku. Raport opiera się na zaawansowanym modelowaniu oraz pomiarach referencyjnych prowadzonych przez państwa członkowskie UE. Przedstawia aktualny obraz stężeń zanieczyszczeń, ich źródeł oraz zmian w porównaniu z poprzednią dekadą. Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy (IOŚ-PIB) wskazuje na kilka wniosków, istotnych także z perspektywy Polski.
W raporcie CAMS odnotowano ogólną poprawę jakości powietrza w Europie, choć wciąż występują obszary przekraczające dopuszczalne poziomy zanieczyszczeń. Rok 2024, mimo rekordowo gorącego lata w Europie, nie przyniósł znaczących wzrostów poziomu ozonu – wyjątkiem była południowo-wschodnia część kontynentu, gdzie wpływ miały słoneczne i gorące warunki pogodowe. W Polsce oraz Europie Środkowej poziomy ozonu utrzymały się na umiarkowanym poziomie.
Stężenia dwutlenku azotu (NO₂) w 2024 roku były niższe niż w większości lat ubiegłej dekady. Wysokie poziomy tego zanieczyszczenia nadal koncentrują się w dużych aglomeracjach miejskich oraz obszarach przemysłowych – m.in. na Górnym Śląsku. Z kolei stężenia pyłu zawieszonego PM2.5 i PM10 były niższe w całej Europie, w tym w Polsce, co przypisuje się zarówno korzystnym warunkom pogodowym, jak i spadkowi emisji, szczególnie z sektora ogrzewania indywidualnego.
– W Polsce również obserwujemy pozytywny trend w zakresie redukcji emisji pyłów i tlenków azotu. Dane CAMS potwierdzają, że działania na rzecz poprawy jakości powietrza – takie jak modernizacja systemów grzewczych, rozwój transportu niskoemisyjnego oraz kontrola emisji przemysłowych – przynoszą efekty. Mimo to nadal potrzebujemy zdecydowanych działań, szczególnie na poziomie lokalnym, aby sprostać wymaganiom nowej dyrektywy o jakości powietrza” – podkreśla dr hab. inż. Joanna Strużewska, kierownik Zakładu Modelowania Atmosfery i Klimatu w IOŚ-PIB, realizującego projekt CAMS NCP.
Raport wskazuje także na źródła i przebieg siedmiu największych epizodów zanieczyszczenia powietrza w 2024 roku. Wśród nich znalazły się epizody pyłu zawieszonego PM2.5 związane z transgranicznym transportem zanieczyszczeń, jak i lokalnym spalaniem w gospodarstwach domowych, m.in. w Polsce, na Węgrzech i w Czechach. Zidentyfikowano także dwa znaczące epizody napływu pyłu saharyjskiego, które miały miejsce w styczniu oraz na przełomie marca i kwietnia. Szczególnie wiosenny epizod był wyjątkowy pod względem zasięgu i doprowadził do rekordowej liczby przekroczeń norm PM10 w Europie Środkowej. Na uwagę zasługują również wyjątkowo intensywne pożary w Portugalii, które miały ograniczony wpływ na jakość powietrza w innych częściach Europy. Dym wyniesiony na wyższe warstwy atmosfery przemieścił się nad Hiszpanię i południową Francję, jednak bez większego wpływu na jakość powietrza przy powierzchni ziemi.
– Warto zauważyć, że w czterech z ostatnich pięciu lat — 2020, 2022, 2023 i 2024 — odnotowano niskie stężenia PM2.5. Może to świadczyć o długofalowym trendzie spadkowym, wynikającym nie tylko z warunków pogodowych, lecz także m.in. ze zmian technologicznych w sektorze ogrzewania. Niemniej jednak, pomimo pozytywnego kierunku zmian, wyzwania wciąż pozostają znaczące. Szczególnie dużą presję związaną z emisją zanieczyszczeń odczuwają największe aglomeracje miejskie oraz regiony o wysokiej koncentracji przemysłu ciężkiego i energetyki. W tych obszarach, utrzymujący się wysoki poziom emisji lokalnych oraz niekorzystne uwarunkowania przestrzenne i meteorologiczne często prowadzą do przekroczeń norm jakości powietrza. To pokazuje, że choć ogólny trend jest obiecujący, dalsze działania — zarówno regulacyjne, technologiczne, jak i edukacyjne — są niezbędne, aby zapewnić trwałą poprawę jakości powietrza, które jak wiemy, nie uznaje granic wynikających z kartografii – dodała dr hab. inż. Joanna Strużewska, kierownik Zakładu Modelowania Atmosfery i Klimatu w IOŚ-PIB, realizującego projekt CAMS NCP.
Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy, jako krajowy ośrodek naukowy zajmujący się modelowaniem jakości powietrza, wskazuje na rosnące znaczenie współpracy międzynarodowej w zakresie identyfikacji źródeł zanieczyszczeń i wymiany danych. CAMS, jako część europejskiego programu Copernicus, dostarcza nie tylko analiz, ale również narzędzi wspierających skuteczną politykę środowiskową.
Pełna treść raportu dostępna jest pod adresem: https://atmosphere.copernicus.eu/sites/default/files/2025-07/CAMS-AnnualReport-2024.pdf
17 czerwca obchodzimy Dzień Walki z Pustynnieniem i Suszą – święto ustanowione przez ONZ, które ma przypominać o narastającym problemie niedoboru wody na świecie. Polska należy do krajów o najniższych zasobach wodnych w Europie. Zasoby wód powierzchniowych w kraju wynoszą zaledwie 1,6 tys. m³ rocznie na mieszkańca – niemal trzykrotnie mniej niż europejska średnia. W obliczu zmian klimatu, susza staje się jednym z najpoważniejszych wyzwań środowiskowych i gospodarczych XXI wieku. Prognozy wskazują, iż opady będą miały coraz częściej charakter nawalny (co już obserwujemy), a pomiędzy nimi będą występowały dłuższe okresy suche.
Susza nie jest zjawiskiem jednorodnym. Może przybierać różne formy: od atmosferycznej (niedobór opadów), przez rolniczą (istotne ograniczenie wilgoci w glebie), po hydrologiczną i hydrogeologiczną (obniżenie poziomu rzek i wód podziemnych). Jak zauważa ekspert Instytutu Ochrony Środowiska – Państwowego Instytutu Badawczego, intensywne opady – zwłaszcza o charakterze nawalnym – nie są w stanie skutecznie uzupełnić zasobów wodnych.
– Obfite opady deszczu, zwłaszcza o charakterze nawalnym, w rzeczywistości tylko w ograniczonym stopniu przyczyniają się do uzupełnienia zasobów wód podziemnych. Gwałtownie, spadające na przesuszoną ziemię, duże ilości wody w większości spływają po powierzchni terenu, zamiast wsiąkać w głąb. Przypomina to podlewanie roślin doniczkowych, które dawno nie były nawadniane – woda nie wnika od razu w podłoże. Podobny efekt obserwujemy w miastach, gdzie dominują nieprzepuszczalne powierzchnie, takie jak drogi, place pokryte asfaltem, betonem czy dachy. Utrudniają one infiltrację wody do gruntu, przez co ta szybko trafia do kanalizacji lub spływa do najbliższej rzeki. Choć intensywne opady mogą chwilowo złagodzić skutki suszy, nie prowadzą do trwałego uzupełnienia głębszych warstw gleby. Daje to jedynie złudne wrażenie, że problem został zażegnany – w rzeczywistości w wielu regionach Polski poziom nawodnienia gleby przez długi czas jest zbyt niski – komentuje Michał Marcinkowski, hydrolog z IOŚ-PIB.
Susza w Polsce – które województwa są najbardziej narażone?
Wyniki analiz wykonanych przez autorów Planu przeciwdziałania skutkom suszy wskazują, iż występowaniem suszy rolniczej zagrożone jest niemal 45% powierzchni terenów rolnych i leśnych. Obszar ten zlokalizowany jest przede wszystkim w centralnej Polsce, obejmuje m.in. Wielkopolskę.
Susza rolnicza może doprowadzić do spadku plonów, obniżenia jakości upraw oraz wzrostu podatności na szkodniki, a to bezpośrednio wpłynie na ceny żywności i stabilność sektora rolnego.
Ekspert IOŚ-PIB podkreśla, że konieczne jest podjęcie zdecydowanych działań adaptacyjnych. Ich celem powinno być zatrzymanie wód opadowych w miejscu wystąpienia opadu, w każdej części zlewni, nie tylko w dolinie rzecznej. Priorytetem powinny być naturalne metody retencji wody, ochrona i odtwarzanie terenów podmokłych, a także zmiana praktyk rolniczych – w tym dobór gatunków odpornych na suszę i racjonalne gospodarowanie wodą. Kluczowa jest również edukacja społeczeństwa oraz włączenie lokalnych społeczności w proces adaptacji do zmieniających się warunków klimatycznych. Adaptacja jest bardzo szerokim, wieloaspektowym procesem, w którym każdy z nas może i powinien odegrać istotną rolę.
Dzień Walki z Pustynnieniem i Suszą to okazja, by przypomnieć, że woda to zasób strategiczny – dla środowiska, gospodarki i każdego z nas. Świadome i odpowiedzialne korzystanie z zasobów wodnych to nie wybór, lecz konieczność.
Tegoroczny Trzeci Maja niesie ze sobą szczególnie gorzką refleksję. Tego dnia Polska osiągnęła swój Dzień Długu Ekologicznego[1] – moment, w którym wyczerpaliśmy „przypadającą na nas” roczną pulę odnawialnych zasobów naturalnych. To symboliczny moment. Gdyby cały świat żył tak jak my, globalne zasoby odnawialne na cały rok zostałyby wyczerpane już dziś. Od tego momentu żyjemy kosztem przyszłości – zużywamy to, czego natura nie zdąży odnowić, przyczyniając się do pogłębiania kryzysu klimatycznego i degradacji środowiska. To sygnał alarmowy, którego nie wolno nam ignorować.
Dzień Długu Ekologicznego (ang. Earth Overshoot Day) to inicjatywa organizacji Global Footprint Network, która w obrazowy sposób pokazuje skalę nadmiernej eksploatacji zasobów naturalnych przez ludzkość. Wyznacza się go, porównując potencjał biologiczny, czyli zdolność ekosystemów do odnawiania zasobów (ang. biocapacity) z globalnym śladem ekologicznym.
Im wcześniej przypada ta data dla danego kraju, tym większy jest jego wpływ na degradację środowiska. W przypadku Polski Dzień Długu rokrocznie wypada znacznie wcześniej niż globalna średnia, która od kilku lat przypada w sierpniu[2]. Pokazuje to, że nasz styl życia, sposób konsumpcji oraz model gospodarki są wyjątkowo obciążające dla planety.
– Gdyby cały świat przyjąłby model konsumpcji zasobów naturalnych typowy dla Polski, ludzkość potrzebowałaby ponad dwóch planet, aby zaspokoić swoje potrzeby. To wyraźny sygnał, że nasz styl życia znacząco przekracza możliwości regeneracyjne Ziemi. Trzy filary naszej codzienności, czyli gospodarstwa domowe, sektor energetyczny oraz transport, mają największy udział w nadmiernej eksploatacji środowiska i wymagają gruntownych zmian – komentuje Ilona Jędrasik, zastępca dyrektora ds. zmian klimatu i współpracy międzynarodowej w IOŚ-PIB.
Naturalne zasoby Ziemi są ograniczone, a ryzyko wyczerpania surowców kluczowych dla funkcjonowania cywilizacji technologicznej staje się coraz bardziej realne. Szczególnie dotyczy to paliw kopalnych, takich jak ropa naftowa, węgiel kamienny i gaz ziemny, które wciąż stanowią podstawę globalnej gospodarki energetycznej. Według danych Międzynarodowej Agencji Energetycznej (IEA) zasoby ropy naftowej, przy obecnym poziomie zużycia, mogą zostać poważnie uszczuplone w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat[3].
Warto pamiętać, że zagrożeniem jest nie tylko wyczerpywanie się surowców, ale również nieodwracalne zmiany powstające w wyniku ich wydobycia. Niszczenie siedlisk naturalnych, wylesianie, skażenie wód i degradacja gleby to tylko niektóre z negatywnych skutków intensywnej eksploatacji środowiska. Często prowadzą one do utraty różnorodności biologicznej oraz zaburzeń w funkcjonowaniu całych ekosystemów, których odbudowa jest niezwykle trudna, a niekiedy wręcz niemożliwa.
W obliczu tych alarmujących faktów, konieczne jest podjęcie zdecydowanych działań na wszystkich poziomach – od indywidualnych wyborów konsumenckich, przez zmiany w politykach publicznych, aż po transformację gospodarczą w kierunku bardziej zrównoważonego modelu rozwoju. Świadomość naszego wpływu na planetę to dopiero pierwszy krok. Kolejnym musi być realne ograniczenie zużycia zasobów, inwestowanie w odnawialne źródła energii, rozwój gospodarki o obiegu zamkniętym oraz promowanie odpowiedzialnej konsumpcji.
Odwrócenie trendu nadmiernej eksploatacji Ziemi to nie tylko wyzwanie, ale także odpowiedzialność, którą ponosimy wobec przyszłych pokoleń. To, jak dzisiaj zarządzamy zasobami naturalnymi, wpłynie na jakość życia naszych dzieci i wnuków. Współczesne pokolenie stoi przed szansą wprowadzenia realnych zmian, które pozwolą zminimalizować negatywne skutki działań człowieka. Ochrona środowiska to inwestycja w lepszą przyszłość – zarówno dla nas, jak i dla tych, którzy przyjdą po nas.
[1] https://overshoot.footprintnetwork.org/newsroom/country-overshoot-days/
[2] https://overshoot.footprintnetwork.org/newsroom/past-earth-overshoot-days/
[3] https://www.iea.org/reports/world-energy-outlook-2023/executive-summary
W ostatnich dniach w Polsce odnotowano znaczne spadki temperatur, a miejscami nawet rekordowo niskie wartości. Inwersje temperatury, niskie prędkości wiatru – zimowa aura sprzyja nie tylko mrozom, ale także powstawaniu epizodów wysokich stężeń zanieczyszczeń powietrza.
Zimą jakość powietrza ulega pogorszeniu, na co wpływa kilka czynników. Jednym z nich jest inwersja termiczna. Przy niskich temperaturach chłodne powietrze zalega przy powierzchni ziemi, a cieplejsze masy powietrza zatrzymują zanieczyszczenia blisko gruntu. Kolejnym czynnikiem jest wzrost emisji. Gdy temperatura spada, znacząco rośnie spalanie paliw w domowych piecach, co prowadzi do zwiększenia emisji pyłów zawieszonych i innych szkodliwych substancji. Nie bez znaczenia pozostaje również słaby wiatr. Brak silniejszych podmuchów powoduje, że zanieczyszczenia nie są rozpraszane, lecz gromadzą się nad miastami i miejscowościami.
W ciągu ostatnich godzin (18 – 20 stycznia 2025) stężenia pyłu zawieszonego PM10 w niektórych regionach kraju przekraczały dopuszczalne normy, zwłaszcza w godzinach nocnych. Według danych GIOŚ, w wielu miastach odnotowano wartości PM10 przekraczające 100 µg/m³, podczas gdy dopuszczalny poziom wynosi 50 µg/m³. Prognozy jakości powietrza opracowywane przez Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy wskazują na utrzymujące się niekorzystne warunki w najbliższych dniach.
Korzystając z danych GIOŚ (https://powietrze.gios.gov.pl/pjp/current), możemy zobaczyć wizualizację danych na stacji w Nowej Rudzie, gdzie miały miejsce niespotykanie wysokie i szybkie zmiany stężeń PM10 a odnotowane wartości przekraczały 300 µg/m3 w godzinach popołudniowych 19 lutego, przy czym warto pamiętać, że uśrednionym poziomem alarmowym dla 24h jest wartość 150 µg/m3.

Zgodnie z przyjętymi normami poziom alarmowy oznacza poziom substancji w powietrzu, którego nawet krótkotrwałe przekroczenie może powodować zagrożenie dla zdrowia ludzi.

powietrze.gios.gov.pl/pjp/content/annual_assessment_air_exposure_alarms_level#
Prognoza jakości powietrza dostarczana przez Zakład Modelowania Atmosfery i Klimatu w Instytucie Ochrony Środowiska – Państwowym Instytucie Badawczym prawidłowo odwzorowuje bardzo wysokie stężenia pyłu PM10 od godzin porannych 18.02.
Prognoza opracowana przed ekspertów z IOŚ-PIB wskazuje na utrzymanie się wysokich stężeń pyłów do dnia 21.02, po czym nastąpić powinna stopniowa poprawa.

Prognozy długoterminowe wskazują na możliwe ocieplenie w kolejnych tygodniach, co może przynieść krótkotrwałą poprawę jakości powietrza. Wyższe temperatury i silniejszy wiatr mogą pomóc w rozproszeniu zanieczyszczeń, jednak sezon grzewczy wciąż wpływa na stan powietrza, którym oddychamy. Mimo chwilowego ocieplenia warto pamiętać o monitorowaniu jakości powietrza i ograniczaniu emisji tam, gdzie to możliwe.
W jaki sposób kształtować będzie się rozkład ciśnienia atmosferycznego oraz prędkość wiatru w dalszej części tygodnia najlepiej sprawdzać na stronie Europejskiego Centrum Prognoz Średnioterminowych ECMWF: charts.ecmwf.int/products/medium-mslp-wind850
Podobnie jeśli chodzi o długoterminową prognozę temperatury: charts.ecmwf.int/products/medium-2t-wind

Podsumowując, obniżone temperatury w zimie i tzw. niska emisja zanieczyszczeń atmosferycznych w szczególności pyłów zawieszonych PM10 i PM2.5, najczęściej związana z sektorem komunalno-bytowym (ogrzewanie domów jednorodzinnych w miastach lub w rejonach wiejskich kotłami na paliwo stałe), sprzyjają pogorszeniu jakości powietrza, stąd wysokie stężenia obecne w pomiarach oraz w prognozie jakości powietrza.
Zachęcamy do korzystania z wyników naszych badań i pracy operacyjnej w postaci prognozy jakości powietrza udostępnianej na stronie ios.edu.pl/jakosc-powietrza